wtorek, sierpnia 25, 2026

One Bed with the Boss - świetna rozrywka



Autorka: Nadia Lee

Książkę przeczytałam, bo założyłam sobie Kindle Unlimited. W ogóle zakupienie czytnika okazało się strzałem w 10! Niestety ta pozycja nie została jeszcze przetłumaczona w Polsce. 

Już mnie trochę znacie, bo czytacie moje recenzje od wielu, wielu lat. Kocham romanse, niestraszne mi erotyki. Sięgam po nie dla rozrywki, dla przyjemności i oderwania się od rzeczywistości. Naprawdę bardzo to lubię, zwłaszcza, jeśli bohaterowie są świetnie wykreowani. Ostatnio mam całkiem dobry fart do książek. Trafiam na perełki.

I „One Bed with the Boss” zdecydowanie mogę do nich zaliczyć.

To jedna z tych książek, przy których po prostu dobrze się bawiłam. Nie oczekiwałam od niej wielkiej, życiowej historii, która zmieni moje postrzeganie świata. Chciałam romansu, trochę pikanterii, zabawnych sytuacji i bohaterów, między którymi będzie odpowiednia chemia. I dokładnie to dostałam.

Mamy tutaj klasyczny motyw grumpy boss + asystentka, do tego jeden pokój, jedno łóżko, fake dating i oczywiście miliardera, który absolutnie nie powinien interesować się swoją pracownicą. Brzmi znajomo? Pewnie. Ale Nadia Lee bardzo sprawnie bawi się tymi schematami.

Szczególnie polubiłam relację głównych bohaterów. Rhys jest typowym gburowatym, sarkastycznym facetem, który sprawia wrażenie, jakby najchętniej przez cały dzień nie rozmawiał z nikim. A jego relacja z bohaterką? Czyste złoto. Ich rozmowy, docinki i wzajemne dogryzanie sobie sprawiały, że naprawdę dobrze się ich czytało.

I chyba właśnie sarkazm i ich wzajemna dynamika były dla mnie największym plusem tej historii. Oni nie zakochują się w sobie w ciągu pięciu stron i nagle zapominają, jak się mówi. Mają swój układ, swoje zasady i bardzo długo próbują przekonać samych siebie, że przecież wszystko jest pod kontrolą. Oczywiście wszyscy wiemy, jak to się skończy. ;)

Podobało mi się też to, że książka nie traktuje się przesadnie poważnie. Mamy absurdalne sytuacje, rodzinne zamieszanie, babcię, która najwyraźniej postanowiła urządzić życie swojemu wnukowi, fałszywy związek i oczywiście konsekwencje jednej bardzo spontanicznej nocy. Jest więc dokładnie to, czego oczekuję od tego typu romansu – lekko, zabawnie, romantycznie i momentami naprawdę gorąco.

Nie będę też udawać, że nie lubię motywu „od niechęci do uczuć”. Lubię. Bardzo. A tutaj dodatkowo dostajemy bohatera, który zdecydowanie szybciej orientuje się, że przepadł, niż chciałby się do tego przyznać. I chyba właśnie obserwowanie tego, jak Rhys próbuje zachować swoją grumpy-bossową godność, było jednym z moich ulubionych elementów.

Czy „One Bed with the Boss” jest historią oryginalną? Nie powiedziałabym. Znajdziemy tutaj sporo dobrze znanych motywów romansowych. Ale czy mi to przeszkadzało? Ani trochę.

Bo czasami naprawdę nie potrzebuję od romansu niczego więcej. Chcę usiąść, czytać, uśmiechać się pod nosem, trochę pośmiać z bohaterów, trochę poprzewracać oczami i po prostu dobrze się bawić.

I dokładnie tak było tym razem.

„One Bed with the Boss” to lekki, zabawny i pełen chemii romans, który idealnie sprawdzi się na wieczór, kiedy potrzebujecie czegoś, co oderwie Was od rzeczywistości. Jeśli lubicie grumpy billionaire, fake dating, motyw jednego łóżka, sarkastycznych bohaterów i romanse, które nie boją się odrobiny pikanterii, myślę, że możecie się tutaj dobrze bawić.

Ja bawiłam się bardzo dobrze.

czwartek, sierpnia 20, 2026

Pan Masters - powróciłam do tego!



Autorka: T.L Swan

Wydawnictwo: Niezwykłe

Czy czytałam ją zaraz po premierze? Owszem! Ale mimo wszystko wróciłam do tej książki w sierpniu i absolutnie nie żałuję. Niektóre historie po prostu dobrze jest przeczytać drugi raz, zwłaszcza kiedy pamięta się, jak bardzo podobała nam się za pierwszym razem. 💕

Jestem oczarowana głównymi bohaterami. Uwielbiam to, jaki świat tworzy T.L. Swan, i chyba nigdy nie znudzi mi się jej sposób prowadzenia romansów. Szczególnie że bardzo lubię historie z różnicą wieku, a relacja Brielle i Juliana zdecydowanie trafiła w mój gust.

Już sam pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał. Brielle, która trochę „koloryzuje” swoje CV, żeby dostać pracę niani, a następnie odkrywa, że jej pracodawcą jest niezwykle atrakcyjny, starszy od niej mężczyzna? To musiało skończyć się katastrofą. 😂 I rzeczywiście – kolejne dni w domu Mastersów dostarczają bohaterom, a przy okazji czytelnikowi, naprawdę sporo emocji.

Wciągnęłam się w relację Bree i Juliana od pierwszych stron, a wręcz pokochałam ich z miejsca. Mają między sobą świetną chemię, a ich relacja nie opiera się wyłącznie na przyciąganiu. Podobało mi się obserwowanie, jak z czasem zaczynają się poznawać, odkrywać swoje słabości i mierzyć z tym, co każde z nich nosi w sobie. Są jedną z moich ulubionych par wykreowanych przez T.L. Swan.

Styl autorki, choć oczywiście w polskim tłumaczeniu, jest świetny. Podoba mi się ta lekkość, płynność i przede wszystkim humor, który sprawia, że przez książkę po prostu się płynie. Jest sensualnie, seksownie, momentami zabawnie, ale Swan nie zapomina również o trudniejszych emocjach.

Bo „Pan Masters” to nie tylko romans. To także historia o walce z traumą, żałobą i stratą, a także o rozterkach rodzica i próbie poukładania życia po trudnych doświadczeniach. Julian mierzy się również z uczuciem i pożądaniem do młodszej kobiety, które nie zawsze łatwo zaakceptować i zrozumieć.

Jestem naprawdę mile zaskoczona tym, jak dobrze T.L. Swan połączyła wszystkie te elementy. Dostałam sensualną, seksowną i uzależniającą powieść, ale również historię, która potrafi poruszyć.

Jeśli lubicie romanse z różnicą wieku, wyrazistą chemię między bohaterami, humor i odrobinę dramatu – koniecznie przeczytajcie tę serię. T.L. Swan jeszcze nie raz Was zaskoczy. 



Post nie powstał we współpracy 


wtorek, sierpnia 18, 2026

"Dziewczyna z innej epoki" - i ten facet, dla którego tracisz głowę

 


Autorka: Felicia Kingsley

Wydawnictwo: Flow

Najtaniej kupisz tutaj 

🎀 Znacie „Outlandera” i słynny wątek z przenoszeniem się w czasie? Chcielibyście cofnąć się do jakiejś epoki? 🎀

Felicia Kingsley znowu to zrobiła! To właśnie dlatego wcześniej zakupiłam wszystkie inne jej książki, bo przepadłam dla swobodnego stylu pisania i humoru, który przemyca w rozmowach bohaterów. Jej książki mają w sobie coś, co sprawia, że czyta się je po prostu z przyjemnością.

Tym razem wepchnęła mnie w świat XVIII-wiecznej Anglii, do której przeniosła się Rebecca – romantyczka, studentka, zlękniona dziewczyna z milionem fobii. I właśnie jej oczami poznajemy zupełnie inny świat, w którym zasady, konwenanse i pozycja społeczna znaczą o wiele więcej niż współcześnie.

Rebecca wpada w sam środek arystokracji pełnej intryg, manipulacji i tajemnic. Musi dostosować się do nowych (a właściwie starych) zasad i na chwilę zapomnieć o nowoczesności. A uwierzcie mi, obserwowanie jej prób odnalezienia się w tej rzeczywistości dostarcza sporo rozrywki.

Podobały mi się historyczne wzmianki, klimat XVIII-wiecznej Anglii i oczywiście to miłe napięcie między Rebeccą a okrytym hańbą korsarzem Reedem. Ich relacja była dla mnie jednym z tych elementów, przez które chciałam czytać dalej i dalej, żeby sprawdzić, w którą stronę to wszystko zmierza.

Cóż więcej pisać? Pochłonęłam tę książkę, bo po prostu nie mogłam się doczekać, co wydarzy się dalej. Mam nawet wrażenie, że przy tej historii wracam do korzeni – do czytania powieści przede wszystkim dla przyjemności, bez analizowania każdego elementu. I chyba właśnie tego ostatnio potrzebowałam. ❤️

Jest to nowość, ale nie biegłam po nią do księgarni tylko dlatego, że jest popularna. Chciałam ją przeczytać, co umożliwiło mi @flow_books, bo pokochałam twórczość autorki i Wam również ją polecam.

Felicia Kingsley w swoich książkach buduje bardzo zgrabny świat przedstawiony, dodaje do tego humorystyczne, czasem spicy dialogi i tworzy bohaterów, których z pewnością nie nazwiemy irytującymi. To po prostu historie, przy których można się odprężyć, pośmiać i dać porwać romansowi.

W mojej ocenie to bardzo dobra książka! A w zasadzie romans tego lata, do którego z przyjemnością jeszcze powrócę. 🍒


•post powstał we współpracy•




niedziela, sierpnia 16, 2026

"Bez skazy" - czyli kowbojski zawrót głowy



Autorka: Elsie Silver

Wydawnictwo Editio Red

Najtaniej kupicie tutaj: DO KOSZYKA

Dzięki tej serii pokochałam kowbojskie romanse. Zatonęłam w świecie rancza i nie chcę z niego wychodzić, choć wiem, że jest ryzyko przesytu. Mimo to... Elsie Silver pisz dalej! Więcej!

Książkę trochę czytałam, trochę słuchałam, a było to w marcu. Od tego czasu Rhett Eaton i Summer Hamilton wciąż są ze mną. Oni byli tak cudownie napisanymi postaciami. Rozumiecie, o co mi chodzi? Bez żadnej pompy, nie byli płascy, naszkicowani ołówkiem. Tam było tyle barw i emocji, głębi... Że żałuję, że tak szybko ją przeczytałam.

Rhett jest gwiazdą rodeo, ale jego kariera zaczyna wisieć na włosku po pewnym skandalu. Na ratunek przychodzi Summer, córka jego agenta, która ma zająć się jego wizerunkiem. Problem? Rhett nie jest najłatwiejszym człowiekiem we współpracy. Jest uparty, irytujący i zdecydowanie przyzwyczajony do tego, że wszystko robi po swojemu. Summer również nie należy do osób, które pozwolą sobie wejść na głowę.

Możecie więc sobie wyobrazić, co dzieje się, kiedy tych dwoje zostaje ze sobą na dłużej.

Podobało mi się również to, jak Elsie Silver wykorzystała świat rancza. Rodeo, konie, rodzina, niewielka społeczność i codzienność zupełnie inna od tej, którą znamy z typowych romansów. Chestnut Springs ma swój klimat i bardzo łatwo się w nim zatracić. Czytając, naprawdę miałam wrażenie, że zaglądam do świata, z którego nie chcę jeszcze wychodzić.

A przy tym wszystkim dostajemy oczywiście romans. Pełen napięcia, emocji i momentów, w których człowiek tylko przewraca kolejną stronę, bo absolutnie musi wiedzieć, co będzie dalej. Relacja Rhetta i Summer rozwija się w sposób, który naprawdę chciałam obserwować.

Chciałabym móc jeszcze raz wejść do Chestnut Springs bez znajomości historii. Poznać Rhetta i Summer od początku, obserwować ich pierwsze spotkania i jeszcze raz przeżywać wszystkie te emocje.

I właśnie dlatego wiem, że ta seria może być dla mnie niebezpieczna. Bo jeśli każda kolejna para będzie miała w sobie tyle charakteru co Rhett i Summer, istnieje spore ryzyko, że naprawdę nie będę chciała opuszczać tego rancza.

Elsie Silver, ostrzegam: chcę więcej. 


Post nie powstał we współpracy

piątek, sierpnia 14, 2026

Nie tylko romans. Jakie podgatunki wyróżniamy?




Z tym wiele czytelniczek, a także księgarń ma problem. Romanse nie są już jedną kategorią, w której odbiorca nie wymaga zbyt wiele. Po prostu szuka książki o miłości, przy której może się oderwać.

Dziś oczekiwania są znacznie większe. Czytelniczka wchodzi na stronę księgarni i doskonale wie, czego szuka. Co więcej, potrzebuje konkretnych informacji na temat danej pozycji. Chce wiedzieć, czy znajdzie w niej motyw hate-love, aranżowane małżeństwo, biurową relację z szefem, a może niebezpiecznego mafiosa.

Dlatego wydawnictwa specjalizujące się w romansach coraz częściej dbają o odpowiedni podział gatunkowy. Przybliżymy go Wam, by rozwiać wszelkie wątpliwości.

Romans mafijny

Jego popularność w Polsce wzrosła wraz z publikacją „365 dni” Blanki Lipińskiej. Romans mafijny wyróżnia się specyficzną konstrukcją fabularną, w której główny bohater najczęściej jest mafiosem lub gangsterem. Zazwyczaj stoi na czele organizacji jako tak zwany capo di tutti capi, choć może być również członkiem mafijnej rodziny.

W takiej powieści znajdziemy akcję trzymającą w napięciu. Bardzo popularne jest łączenie romansu mafijnego z porwaniem, aranżowanym małżeństwem czy przymusową relacją. Autor nie szczędzi opisów zabójstw, pościgów i tortur, choć zazwyczaj nie przedstawia ich w tak brutalny sposób jak twórcy kryminałów czy thrillerów.

Najważniejszą częścią pozostają jednak emocje. Romans mafijny ma pobudzać zmysły, dostarczać adrenaliny i sprawiać, że czytelniczka z wypiekami będzie śledzić relację głównych bohaterów.

Taką kategorię można również rozpoznać po słowach, które główny bohater mówi do swojej wybranki: „Jesteś moja”, „Nie jestem facetem dla ciebie” czy „Potrzebuję cię”.

W księgarniach znajdziemy świetną serię mafijną „Złączeni honorem” Cory Reilly. Świat przedstawiony jest w niej dobrze dopracowany, a miłość i inne skrajne uczucia Luki i Arii rozpalają emocje czytelnika.

Romans biurowy

Ten podgatunek zazwyczaj opisuje relację, która nawiązuje się między szefem a jego podwładną bądź współpracownicą. Nie brakuje w nim pikanterii i scen łóżkowych. Często związek jest utrzymywany w tajemnicy przed światem, szczególnie gdy bohaterowie muszą mierzyć się z relacją zawodową i różnicą pozycji.

W pewnym momencie bohaterka zwykle buntuje się przeciwko takiemu układowi. Nie chce dłużej być tajemnicą i decyduje się odejść. Wtedy bohater, zmotywowany do działania, zaczyna przetasowywać swoje priorytety i próbuje odzyskać ukochaną.

W fabule nie brakuje nawiązań do biznesu, pracy, relacji zawodowych i przekomarzania się przy innych współpracownikach czy kontrahentach. Świat przedstawiony często przypomina ten znany z historii o Christianie Greyu – przystojnym i bajecznie bogatym mężczyźnie, który ma władzę i pieniądze.

Ludka Skrzydlewska króluje jako polska autorka romansów o tej tematyce. 

Romans hate-love

Oscyluje wokół relacji dwojga protagonistów, którzy podążają drogą od nienawiści do miłości. Na początku nie mogą się znieść, rywalizują ze sobą, kłócą się i nieustannie sobie dogryzają. Z czasem między bohaterami zaczyna jednak pojawiać się chemia.

To właśnie napięcie jest najważniejszym elementem tego typu historii. Nienawiść miesza się z fascynacją, a kolejne sprzeczki sprawiają, że bohaterowie coraz bardziej się do siebie zbliżają. Czytelnik ma obserwować, jak wzajemna niechęć stopniowo przeradza się w uczucie.

W romansach hate-love często pojawia się motyw rywalizacji, wspólnej pracy nad projektem, konkurencji czy zmuszenia bohaterów do spędzania ze sobą czasu. Im więcej konfliktów między nimi, tym większe napięcie.

Dark romance

To propozycja dla czytelniczek, które od romansu oczekują czegoś znacznie mroczniejszego. W dark romance relacja między bohaterami często jest skomplikowana, niezdrowa i pełna kontrowersyjnych zachowań. Pojawiają się obsesja, kontrola, manipulacja, przemoc, uzależnienie emocjonalne czy relacje oparte na dużej nierównowadze sił.

Nie jest to jednak po prostu „bardziej pikantny romans”. Dark romance świadomie sięga po trudne i niekomfortowe tematy, dlatego przed rozpoczęciem lektury warto sprawdzić ostrzeżenia dotyczące treści.

Bohaterowie tego typu powieści często nie są klasycznymi książkowymi „green flagami”. Wręcz przeciwnie – mogą podejmować decyzje, które w prawdziwym życiu byłyby zdecydowanie nieakceptowalne. To właśnie ich mroczna natura i skomplikowana relacja mają budować napięcie.

Sports romance

W tym przypadku romans przenosi się do świata sportu. Jednym z głównych bohaterów jest najczęściej zawodowy sportowiec – hokeista, piłkarz, koszykarz czy kierowca wyścigowy. Drugą stroną relacji może być dziennikarka, fizjoterapeutka, studentka, trenerka albo po prostu dziewczyna, która przypadkiem trafia do jego świata.

Oczywiście sport jest ważnym elementem fabuły, ale nie powinien przesłaniać samej relacji. Czytelniczka może liczyć na treningi, zawody, rywalizację i życie poza boiskiem, ale przede wszystkim na rozwijające się uczucie.

W sports romance często pojawiają się również inne popularne motywy, między innymi hate-love, friends-to-lovers czy fake dating. Dzięki temu jeden romans może jednocześnie należeć do kilku podgatunków.

czwartek, sierpnia 13, 2026

"Jak poskromić diabła" - czyli jak moje serce zostało skradzione

 


Autorka: Kyra Parsi
Wydawnictwo Ale!

„Diabła” pochłonęłam wcześniej niż „Gbura”, wiadomo. Przeczytałam go zarówno w oryginale, jak i w naszym tłumaczeniu. Nie żałuję absolutnie niczego. Wracam do tej książki już w tym tygodniu. 

Bawiłam się świetnie. I chyba właśnie tego najbardziej potrzebowałam. „Diabeł” nie próbuje być czymś, czym nie jest. To pełna humoru, przekomarzania i romantycznego napięcia komedia, która ma przede wszystkim dostarczać rozrywki. I robi to naprawdę dobrze.

Mamy tutaj wszystko, co uwielbiam w komediach romantycznych: świetny humor, błyskotliwe dialogi, wzajemne docinki i bohaterów, których po prostu nie da się nie polubić. Nawet jeśli na początku wydaje nam się, że Adrien Cloutier jest człowiekiem, z którym absolutnie nie chciałybyśmy mieć nic wspólnego.

Adrien to miliarder z piekła rodem. Bezwzględny, wymagający i zdecydowanie nieznający pojęcia wyrozumiałości. Wydaje się, że nic nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi. Do czasu, aż na jego drodze pojawia się ona. Przez pozornie niewinny wybryk doprowadza do utraty największego kontraktu w jego karierze. Adrien nie zamierza jej tego odpuścić. Nie chce przeprosin. Chce zemsty.

W efekcie bohaterka trafia w sam środek układu, którego zdecydowanie nie planowała. Ma być na każde jego skinienie, spełniać jego polecenia i spędzać z nim zdecydowanie więcej czasu, niż ktokolwiek mógłby sobie wymarzyć. Problem w tym, że im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej udawać, że między nimi niczego nie ma.

I właśnie ta relacja jest dla mnie największą siłą tej książki. Ich przepychanki, rozmowy i wzajemne podpuszczanie sprawiały, że niejednokrotnie uśmiechałam się do książki jak głupia. To jeden z tych romansów, w których naprawdę czeka się na kolejne spotkanie bohaterów, bo wiadomo, że będzie się działo.

Co ważne, nie tylko główna para zasługuje tutaj na uwagę. Bohaterowie drugoplanowi również są świetnie skonstruowani i wnoszą do historii mnóstwo humoru. Nie miałam momentu, w którym chciałabym przeskoczyć jakiś wątek. Wręcz przeciwnie – chciałam więcej.

„Diabeł” jest dokładnie taką książką, jakiej oczekuję od dobrej komedii romantycznej. Jest lekko, zabawnie, momentami absurdalnie, ale przede wszystkim jest CHEMIA. Taka, która sprawia, że po skończeniu książki człowiek chce natychmiast zacząć ją od początku.

Czy polecam? Polecam, polecam, polecam. A skoro przeczytałam ją już dwa razy i planuję trzeci raz, chyba nie muszę dodawać nic więcej.


Recenzja nie powstała we współpracy z wydawnictwem. 

środa, sierpnia 12, 2026

"Spotkajmy się w central parku" - tym bardziej cieszę się, że pracuję w wydawnictwie




Autorka: Felicia Kingsley

Wydawnictwo: OMG Books

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Felicii Kingsley i już na wstępie zdradzę, że zamówiłam dwie kolejne powieści autorki. Także było warto zaczytać się w „Spotkajmy się w Central Parku”.

Tym razem trafiamy do Nowego Jorku, a dokładniej do świata wielkiego wydawnictwa, w którym ambicje, rywalizacja i bestsellerowe książki są na porządku dziennym. Knight Underwood ma właściwie wszystko, czego mógłby sobie zażyczyć. Przystojny, pewny siebie, odnoszący sukcesy redaktor i autor bestsellerów jest przekonany, że awans na dyrektora wydawnictwa Pageturner ma już właściwie w kieszeni. Do czasu, aż w windzie spotyka Victorię.

Początkowo Knight jest przekonany, że ma do czynienia z jego nową asystentką. Szybko okazuje się jednak, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Victoria nie tylko nie będzie wykonywać jego poleceń, ale sama zostanie jego szefową. I zdecydowanie nie zamierza pozwolić mu wejść sobie na głowę.

Ich relacja od początku jest pełna tarć, wzajemnych docinków i sytuacji, przy których trudno powstrzymać uśmiech. Nie jest to jednak kolejny romans, w którym bohaterowie od pierwszych stron wiedzą, czego chcą. Tutaj potrzeba czasu, żeby zaczęli naprawdę się poznawać. A im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej ignorować chemię, która pojawia się między nimi.

Najbardziej podobało mi się jednak to, że romans nie jest jedynym elementem tej historii. Kingsley zabiera nas za kulisy wydawnictwa, pokazując świat pełen ambicji, presji, walki o pozycję i oczywiście książek. Dla osoby, która sama zawodowo jest związana z branżą wydawniczą, było to dodatkowo ciekawe doświadczenie. Z przyjemnością obserwowałam zarówno relację Knighta i Victorii, jak i to, co dzieje się w Pageturner.

Do tego dochodzi tajemnica, którą bohaterowie próbują ukryć, oraz walka o uratowanie wydawnictwa przed upadkiem. Dzięki temu historia nie skupia się wyłącznie na uczuciach. Cały czas coś się dzieje, a kolejne wydarzenia sprawiają, że chciałam czytać jeszcze jeden rozdział. I jeszcze jeden. A potem nagle okazywało się, że jest druga w nocy.

„Spotkajmy się w Central Parku” okazało się dla mnie bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Lekka, zabawna i romantyczna historia, która potrafiła mnie wciągnąć, ale jednocześnie nie była pozbawiona fabularnego tła. Kingsley stworzyła bohaterów, których po prostu chce się obserwować, a ich relacja dostarczyła mi dokładnie tej dawki emocji, której oczekuję od dobrego romansu.

I chyba najlepszym podsumowaniem będzie fakt, że po skończeniu książki od razu zamówiłam dwie kolejne powieści autorki. Myślę, że to mówi samo za siebie.


Post nie powstał we współpracy z wydawnictwem


Epoki alchemii. Jak magia stała się chemią? Już w księgarniach od 23 września!




Już 23 września swoją premierę będzie miała książka "Epoka alchemii". Okładka tak bardzo mnie ujęła, że zatonęłam w streszczeniu tej pozycji. I już wiem, że muszę ją poznać, bo poszerzy moje horyzonty i ukaże przede mną zupełnie inny świat.
Wydawnictwo: Znak Koncept
Autor: Kit Chapman

Informacja prasowa wydawcy:

„Epoka alchemii…” to pozycja, która łączy w sobie wszystkie najlepsze cechy literatury faktu, dziennika podróży i książki popularnonaukowej. Czytelnicy znajdą tu nie tylko barwną i dowcipnie opowiedzianą historię tego, jak doszło do powstania chemii-dziedziny nauki, ale też setki ciekawostek o chemii i jej poprzedniczce – alchemii, a także zwięzłe, wciągające i interesujące nawiązania do współczesnych osiągnięć nauki.
Chapman odwiedził niemal sto krajów na całym świecie, by zebrać najciekawsze i najbardziej znaczące dla rozwoju nauki historie związane z (al)chemią: wspomina i o sekretnych przepisach na wieczne piękno weneckich magnatek, i o próbach uzyskania środka czyniącego człowieka nieśmiertelnym. W „Epoce alchemii…” sporo miejsca poświęcono też złotu i odwiecznym próbom uzyskiwania go w procesie przemiany innej substancji (od żelaza po… mocz!), zaś może najciekawsze są barwne opisy (często przypadkowych!) eksperymentów, których efekt mógł mieć tragiczny albo nieoczywisty skutek. Tak było choćby z Napoleonem i… margaryną!

Gdy naciśniesz okładkę, przeniesie cię na stronę, gdzie zamówisz książkę.




wtorek, sierpnia 11, 2026

Protector - nie obronił mnie przed tą fabułą

 

Autorka: Cara M.J

Wydawnictwo Novae Res

Nie każda historia o zakazanym uczuciu potrafi wzbudzić emocje, na jakie liczy autor. W przypadku tej książki zamiast napięcia i fascynacji czułam przede wszystkim dezorientację i… niesmak.

Historia Marii del Cielo Monvivalle miała wszystkie składniki, które mogły stworzyć wciągający romans: bogata rodzina, rodzinne tajemnice, narzucone małżeństwo, przystojny ochroniarz z trudną przeszłością i uczucie, które zdecydowanie nie powinno się wydarzyć. Problem w tym, że potencjał tych elementów nie został moim zdaniem dobrze wykorzystany.

Największym problemem okazali się dla mnie bohaterowie. Maria często podejmowała decyzje, których trudno było mi zrozumieć, a jej zachowanie nie zawsze wydawało się spójne z sytuacją, w której się znalazła. Również Leonardo nie wzbudził mojej sympatii. Jego mroczna przeszłość i tajemniczość miały prawdopodobnie budować napięcie, ale zamiast tego sprawiały, że trudno było mi się z nim utożsamić czy zwyczajnie go polubić.

Nie przekonała mnie również relacja głównych bohaterów. Miała być pełna napięcia i zakazanego pożądania, jednak kolejne wydarzenia nie wywoływały we mnie emocji, których oczekiwałabym po romansie. Niektóre wątki były dla mnie po prostu dziwne, a część scen przekraczała granicę dobrego smaku. Zamiast ekscytacji pojawiał się dyskomfort.

Mam również wrażenie, że książka bardzo mocno stawia na szokowanie czytelnika, nie zawsze dbając przy tym o wiarygodność przedstawianych wydarzeń. Kolejne zwroty akcji zamiast mnie zaciekawiać, powodowały coraz większe poczucie, że historia zmierza w stronę, której zwyczajnie nie potrafiłam zaakceptować.

Nie oznacza to oczywiście, że książka nie znajdzie swoich odbiorców. Fani mocnych, kontrowersyjnych romansów, pełnych zakazanych relacji, bogactwa, rodzinnych układów i mrocznych bohaterów mogą znaleźć tutaj coś dla siebie. Ja jednak zdecydowanie nie jestem grupą docelową tej historii.

To była książka, która miała mnie wciągnąć, a zamiast tego wielokrotnie wprawiała mnie w zakłopotanie. Pomysł był interesujący, ale wykonanie zupełnie do mnie nie trafiło.


Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem

"Dom ze szkła" - CO TO BYŁO? I dlaczego rozwaliło mi głowę?



Autorka: Sarah Pekkanen
Wydawnictwo: Gorzka Czekolada
Książkę najtaniej zakupicie tutaj: KLIK

Z pozoru idealna rodzina wiodąca idealne życie. A może rodzina, która żyje idealnym kłamstwem? 

Uwielbiam takie thrillery! Jeju, jakaż to była przyjemność czytać książkę, która wywołuje dreszczyk na karku i nie można się od niej oderwać. Tutaj nie przesadzam, ale czytałam nawet wtedy, gdy w metrze było ciasno i ledwie trzymałam się drążka. 

Rodzina, sekrety, małżeństwo, zdrady i... śmierć. To wszystko dziejące się w ponad stuletnim domu, który wygląda pięknie i przerażająco. W tym wszystkim mała dziewczynka, która widziała zbyt wiele i nie mówi, bo trauma jej na to nie pozwala. Doskonale poprowadzona narracja pozwoliła odkrywać kolejne karty w fabule. Autorka dopracowała szczegóły morderstwa, sekretów i charakterologii bohaterów. Bo bez nich to ani rusz. A jak się denerwujący? Najgorzej. W każdym razie w tę powieść wchodzi się jak w masło, od razu i bez lęku, ale z ekscytacją. 

Mamy tutaj istne zwroty akcji i podrzucanie wskazówek, co na myśli przywodzi książki Freidy McFadden. I bardzo dobrze! Jej powieści czytają miliony, w tym ja i oczekuję podobnych powieści kryminalnych, bo trzymają w napięciu i dają mi dokładnie to, czego potrzebuję. Rozrywki i dreszczyku.

Wchodzimy w buty Stelli, głównej bohaterki, która w życiu przeszła wiele. Ale tego nie będę zdradzać. Jest kuratorką dziecięcą, i niematką z wyboru. Jej podejście do spraw jest skrupulatne i bardzo angażujące, zwłaszcza, gdy ma do czynienia ze sprawami takimi jak sprawa małej Rose. Bo o co dokładnie tam chodzi? Kogo powinna wybrać, by mała Rose miała spokojny dom i dzieciństwo? Zostawić ją z matką czy może ze zdradzającym matkę ojcem? Ale kto zabił nianię, wyrzucając ją z okna w wielkim domu?

Już wiecie, że polecam tę książkę, ale podkreślę to jeszcze bardziej, POLECAM. Polecam nie tylko dla fanów Freidy McFadden (choć wy odnajdziecie się tu świetnie), ale dla fanów thillerów, bo autorka radzi sobie w tym gatunku świecie i zasługuje na szansę. Zostawiam was z tą pozycją i biegnę po kolejną książkę Sarah Pekkanen.

Post nie powstał we współpracy


poniedziałek, sierpnia 10, 2026

"Jej chłopak" czyli książka, którą połknęłam za jednym razem


Tutaj zamówisz najtaniej: klik

Autorka: Freida McFadden

Wydawnictwo Czwarta Strona

MOJA OPINIA

Ostatnio miałam przyjemność skończyć książkę "Jej chłopak" od Freidy McFadden. Autorka thillerów wydaje w naszym kraju mnóstwo powieści w ciągu roku. Wyskakuje na topce Empiku, pojawia się na prawie każdym poście fanów kryminałów. I słusznie.

Tym razem zabiera nas w świat Sydney, niczemu winnej księgowej, która próbuje ułożyć sobie życie i znaleźć partnera, z którym zbuduje stały związek. Próbuje swoich sił na aplikacji randkowej, przez co napotyka się na wielu specyficznych kandydatów. Jednym z nich jest Kevin. Och, o Kevinie nie będzie łatwo zapomnieć. Pojawia się, znika. Znów się pojawia i pozostawia dreszczyk niepokoju na ciele naszej bohaterki.



W życiu Sydney dzieją się rzeczy, których nie życzylibyśmy nikomu. Spotyka ją tragedia, po której trudno będzie pójść dalej. Ale ona próbuje, nie wiedząc, że kolejny rozdział nie będzie przyjemny.

McFadden serwuje nam świetny thriller, wielu męskich bohaterów, których zaczynamy podejrzewać o wszystko. Tutaj nie ma przypadków, każda wzmianka na pewno coś znaczy. Książkę pochłonęłam w jeden dzień i nie mogąc się od niej oderwać, wylałam na siebie kawę. Cóż, bywa, ale powieść była tego warta. 

Jestem pod wrażeniem skonstruowania fabuły przy "Jej chłopaku". Czasem poprzednie książki autorki potrafiły mnie rozczarować, znudzić, ale nigdy ich nie porzucałam. Tym razem dostałam pełnowymiarową rozrywkę, której oczekiwałam.


wtorek, sierpnia 25, 2026

One Bed with the Boss - świetna rozrywka



Autorka: Nadia Lee

Książkę przeczytałam, bo założyłam sobie Kindle Unlimited. W ogóle zakupienie czytnika okazało się strzałem w 10! Niestety ta pozycja nie została jeszcze przetłumaczona w Polsce. 

Już mnie trochę znacie, bo czytacie moje recenzje od wielu, wielu lat. Kocham romanse, niestraszne mi erotyki. Sięgam po nie dla rozrywki, dla przyjemności i oderwania się od rzeczywistości. Naprawdę bardzo to lubię, zwłaszcza, jeśli bohaterowie są świetnie wykreowani. Ostatnio mam całkiem dobry fart do książek. Trafiam na perełki.

I „One Bed with the Boss” zdecydowanie mogę do nich zaliczyć.

To jedna z tych książek, przy których po prostu dobrze się bawiłam. Nie oczekiwałam od niej wielkiej, życiowej historii, która zmieni moje postrzeganie świata. Chciałam romansu, trochę pikanterii, zabawnych sytuacji i bohaterów, między którymi będzie odpowiednia chemia. I dokładnie to dostałam.

Mamy tutaj klasyczny motyw grumpy boss + asystentka, do tego jeden pokój, jedno łóżko, fake dating i oczywiście miliardera, który absolutnie nie powinien interesować się swoją pracownicą. Brzmi znajomo? Pewnie. Ale Nadia Lee bardzo sprawnie bawi się tymi schematami.

Szczególnie polubiłam relację głównych bohaterów. Rhys jest typowym gburowatym, sarkastycznym facetem, który sprawia wrażenie, jakby najchętniej przez cały dzień nie rozmawiał z nikim. A jego relacja z bohaterką? Czyste złoto. Ich rozmowy, docinki i wzajemne dogryzanie sobie sprawiały, że naprawdę dobrze się ich czytało.

I chyba właśnie sarkazm i ich wzajemna dynamika były dla mnie największym plusem tej historii. Oni nie zakochują się w sobie w ciągu pięciu stron i nagle zapominają, jak się mówi. Mają swój układ, swoje zasady i bardzo długo próbują przekonać samych siebie, że przecież wszystko jest pod kontrolą. Oczywiście wszyscy wiemy, jak to się skończy. ;)

Podobało mi się też to, że książka nie traktuje się przesadnie poważnie. Mamy absurdalne sytuacje, rodzinne zamieszanie, babcię, która najwyraźniej postanowiła urządzić życie swojemu wnukowi, fałszywy związek i oczywiście konsekwencje jednej bardzo spontanicznej nocy. Jest więc dokładnie to, czego oczekuję od tego typu romansu – lekko, zabawnie, romantycznie i momentami naprawdę gorąco.

Nie będę też udawać, że nie lubię motywu „od niechęci do uczuć”. Lubię. Bardzo. A tutaj dodatkowo dostajemy bohatera, który zdecydowanie szybciej orientuje się, że przepadł, niż chciałby się do tego przyznać. I chyba właśnie obserwowanie tego, jak Rhys próbuje zachować swoją grumpy-bossową godność, było jednym z moich ulubionych elementów.

Czy „One Bed with the Boss” jest historią oryginalną? Nie powiedziałabym. Znajdziemy tutaj sporo dobrze znanych motywów romansowych. Ale czy mi to przeszkadzało? Ani trochę.

Bo czasami naprawdę nie potrzebuję od romansu niczego więcej. Chcę usiąść, czytać, uśmiechać się pod nosem, trochę pośmiać z bohaterów, trochę poprzewracać oczami i po prostu dobrze się bawić.

I dokładnie tak było tym razem.

„One Bed with the Boss” to lekki, zabawny i pełen chemii romans, który idealnie sprawdzi się na wieczór, kiedy potrzebujecie czegoś, co oderwie Was od rzeczywistości. Jeśli lubicie grumpy billionaire, fake dating, motyw jednego łóżka, sarkastycznych bohaterów i romanse, które nie boją się odrobiny pikanterii, myślę, że możecie się tutaj dobrze bawić.

Ja bawiłam się bardzo dobrze.

czwartek, sierpnia 20, 2026

Pan Masters - powróciłam do tego!



Autorka: T.L Swan

Wydawnictwo: Niezwykłe

Czy czytałam ją zaraz po premierze? Owszem! Ale mimo wszystko wróciłam do tej książki w sierpniu i absolutnie nie żałuję. Niektóre historie po prostu dobrze jest przeczytać drugi raz, zwłaszcza kiedy pamięta się, jak bardzo podobała nam się za pierwszym razem. 💕

Jestem oczarowana głównymi bohaterami. Uwielbiam to, jaki świat tworzy T.L. Swan, i chyba nigdy nie znudzi mi się jej sposób prowadzenia romansów. Szczególnie że bardzo lubię historie z różnicą wieku, a relacja Brielle i Juliana zdecydowanie trafiła w mój gust.

Już sam pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał. Brielle, która trochę „koloryzuje” swoje CV, żeby dostać pracę niani, a następnie odkrywa, że jej pracodawcą jest niezwykle atrakcyjny, starszy od niej mężczyzna? To musiało skończyć się katastrofą. 😂 I rzeczywiście – kolejne dni w domu Mastersów dostarczają bohaterom, a przy okazji czytelnikowi, naprawdę sporo emocji.

Wciągnęłam się w relację Bree i Juliana od pierwszych stron, a wręcz pokochałam ich z miejsca. Mają między sobą świetną chemię, a ich relacja nie opiera się wyłącznie na przyciąganiu. Podobało mi się obserwowanie, jak z czasem zaczynają się poznawać, odkrywać swoje słabości i mierzyć z tym, co każde z nich nosi w sobie. Są jedną z moich ulubionych par wykreowanych przez T.L. Swan.

Styl autorki, choć oczywiście w polskim tłumaczeniu, jest świetny. Podoba mi się ta lekkość, płynność i przede wszystkim humor, który sprawia, że przez książkę po prostu się płynie. Jest sensualnie, seksownie, momentami zabawnie, ale Swan nie zapomina również o trudniejszych emocjach.

Bo „Pan Masters” to nie tylko romans. To także historia o walce z traumą, żałobą i stratą, a także o rozterkach rodzica i próbie poukładania życia po trudnych doświadczeniach. Julian mierzy się również z uczuciem i pożądaniem do młodszej kobiety, które nie zawsze łatwo zaakceptować i zrozumieć.

Jestem naprawdę mile zaskoczona tym, jak dobrze T.L. Swan połączyła wszystkie te elementy. Dostałam sensualną, seksowną i uzależniającą powieść, ale również historię, która potrafi poruszyć.

Jeśli lubicie romanse z różnicą wieku, wyrazistą chemię między bohaterami, humor i odrobinę dramatu – koniecznie przeczytajcie tę serię. T.L. Swan jeszcze nie raz Was zaskoczy. 



Post nie powstał we współpracy 


wtorek, sierpnia 18, 2026

"Dziewczyna z innej epoki" - i ten facet, dla którego tracisz głowę

 


Autorka: Felicia Kingsley

Wydawnictwo: Flow

Najtaniej kupisz tutaj 

🎀 Znacie „Outlandera” i słynny wątek z przenoszeniem się w czasie? Chcielibyście cofnąć się do jakiejś epoki? 🎀

Felicia Kingsley znowu to zrobiła! To właśnie dlatego wcześniej zakupiłam wszystkie inne jej książki, bo przepadłam dla swobodnego stylu pisania i humoru, który przemyca w rozmowach bohaterów. Jej książki mają w sobie coś, co sprawia, że czyta się je po prostu z przyjemnością.

Tym razem wepchnęła mnie w świat XVIII-wiecznej Anglii, do której przeniosła się Rebecca – romantyczka, studentka, zlękniona dziewczyna z milionem fobii. I właśnie jej oczami poznajemy zupełnie inny świat, w którym zasady, konwenanse i pozycja społeczna znaczą o wiele więcej niż współcześnie.

Rebecca wpada w sam środek arystokracji pełnej intryg, manipulacji i tajemnic. Musi dostosować się do nowych (a właściwie starych) zasad i na chwilę zapomnieć o nowoczesności. A uwierzcie mi, obserwowanie jej prób odnalezienia się w tej rzeczywistości dostarcza sporo rozrywki.

Podobały mi się historyczne wzmianki, klimat XVIII-wiecznej Anglii i oczywiście to miłe napięcie między Rebeccą a okrytym hańbą korsarzem Reedem. Ich relacja była dla mnie jednym z tych elementów, przez które chciałam czytać dalej i dalej, żeby sprawdzić, w którą stronę to wszystko zmierza.

Cóż więcej pisać? Pochłonęłam tę książkę, bo po prostu nie mogłam się doczekać, co wydarzy się dalej. Mam nawet wrażenie, że przy tej historii wracam do korzeni – do czytania powieści przede wszystkim dla przyjemności, bez analizowania każdego elementu. I chyba właśnie tego ostatnio potrzebowałam. ❤️

Jest to nowość, ale nie biegłam po nią do księgarni tylko dlatego, że jest popularna. Chciałam ją przeczytać, co umożliwiło mi @flow_books, bo pokochałam twórczość autorki i Wam również ją polecam.

Felicia Kingsley w swoich książkach buduje bardzo zgrabny świat przedstawiony, dodaje do tego humorystyczne, czasem spicy dialogi i tworzy bohaterów, których z pewnością nie nazwiemy irytującymi. To po prostu historie, przy których można się odprężyć, pośmiać i dać porwać romansowi.

W mojej ocenie to bardzo dobra książka! A w zasadzie romans tego lata, do którego z przyjemnością jeszcze powrócę. 🍒


•post powstał we współpracy•




niedziela, sierpnia 16, 2026

"Bez skazy" - czyli kowbojski zawrót głowy



Autorka: Elsie Silver

Wydawnictwo Editio Red

Najtaniej kupicie tutaj: DO KOSZYKA

Dzięki tej serii pokochałam kowbojskie romanse. Zatonęłam w świecie rancza i nie chcę z niego wychodzić, choć wiem, że jest ryzyko przesytu. Mimo to... Elsie Silver pisz dalej! Więcej!

Książkę trochę czytałam, trochę słuchałam, a było to w marcu. Od tego czasu Rhett Eaton i Summer Hamilton wciąż są ze mną. Oni byli tak cudownie napisanymi postaciami. Rozumiecie, o co mi chodzi? Bez żadnej pompy, nie byli płascy, naszkicowani ołówkiem. Tam było tyle barw i emocji, głębi... Że żałuję, że tak szybko ją przeczytałam.

Rhett jest gwiazdą rodeo, ale jego kariera zaczyna wisieć na włosku po pewnym skandalu. Na ratunek przychodzi Summer, córka jego agenta, która ma zająć się jego wizerunkiem. Problem? Rhett nie jest najłatwiejszym człowiekiem we współpracy. Jest uparty, irytujący i zdecydowanie przyzwyczajony do tego, że wszystko robi po swojemu. Summer również nie należy do osób, które pozwolą sobie wejść na głowę.

Możecie więc sobie wyobrazić, co dzieje się, kiedy tych dwoje zostaje ze sobą na dłużej.

Podobało mi się również to, jak Elsie Silver wykorzystała świat rancza. Rodeo, konie, rodzina, niewielka społeczność i codzienność zupełnie inna od tej, którą znamy z typowych romansów. Chestnut Springs ma swój klimat i bardzo łatwo się w nim zatracić. Czytając, naprawdę miałam wrażenie, że zaglądam do świata, z którego nie chcę jeszcze wychodzić.

A przy tym wszystkim dostajemy oczywiście romans. Pełen napięcia, emocji i momentów, w których człowiek tylko przewraca kolejną stronę, bo absolutnie musi wiedzieć, co będzie dalej. Relacja Rhetta i Summer rozwija się w sposób, który naprawdę chciałam obserwować.

Chciałabym móc jeszcze raz wejść do Chestnut Springs bez znajomości historii. Poznać Rhetta i Summer od początku, obserwować ich pierwsze spotkania i jeszcze raz przeżywać wszystkie te emocje.

I właśnie dlatego wiem, że ta seria może być dla mnie niebezpieczna. Bo jeśli każda kolejna para będzie miała w sobie tyle charakteru co Rhett i Summer, istnieje spore ryzyko, że naprawdę nie będę chciała opuszczać tego rancza.

Elsie Silver, ostrzegam: chcę więcej. 


Post nie powstał we współpracy

piątek, sierpnia 14, 2026

Nie tylko romans. Jakie podgatunki wyróżniamy?




Z tym wiele czytelniczek, a także księgarń ma problem. Romanse nie są już jedną kategorią, w której odbiorca nie wymaga zbyt wiele. Po prostu szuka książki o miłości, przy której może się oderwać.

Dziś oczekiwania są znacznie większe. Czytelniczka wchodzi na stronę księgarni i doskonale wie, czego szuka. Co więcej, potrzebuje konkretnych informacji na temat danej pozycji. Chce wiedzieć, czy znajdzie w niej motyw hate-love, aranżowane małżeństwo, biurową relację z szefem, a może niebezpiecznego mafiosa.

Dlatego wydawnictwa specjalizujące się w romansach coraz częściej dbają o odpowiedni podział gatunkowy. Przybliżymy go Wam, by rozwiać wszelkie wątpliwości.

Romans mafijny

Jego popularność w Polsce wzrosła wraz z publikacją „365 dni” Blanki Lipińskiej. Romans mafijny wyróżnia się specyficzną konstrukcją fabularną, w której główny bohater najczęściej jest mafiosem lub gangsterem. Zazwyczaj stoi na czele organizacji jako tak zwany capo di tutti capi, choć może być również członkiem mafijnej rodziny.

W takiej powieści znajdziemy akcję trzymającą w napięciu. Bardzo popularne jest łączenie romansu mafijnego z porwaniem, aranżowanym małżeństwem czy przymusową relacją. Autor nie szczędzi opisów zabójstw, pościgów i tortur, choć zazwyczaj nie przedstawia ich w tak brutalny sposób jak twórcy kryminałów czy thrillerów.

Najważniejszą częścią pozostają jednak emocje. Romans mafijny ma pobudzać zmysły, dostarczać adrenaliny i sprawiać, że czytelniczka z wypiekami będzie śledzić relację głównych bohaterów.

Taką kategorię można również rozpoznać po słowach, które główny bohater mówi do swojej wybranki: „Jesteś moja”, „Nie jestem facetem dla ciebie” czy „Potrzebuję cię”.

W księgarniach znajdziemy świetną serię mafijną „Złączeni honorem” Cory Reilly. Świat przedstawiony jest w niej dobrze dopracowany, a miłość i inne skrajne uczucia Luki i Arii rozpalają emocje czytelnika.

Romans biurowy

Ten podgatunek zazwyczaj opisuje relację, która nawiązuje się między szefem a jego podwładną bądź współpracownicą. Nie brakuje w nim pikanterii i scen łóżkowych. Często związek jest utrzymywany w tajemnicy przed światem, szczególnie gdy bohaterowie muszą mierzyć się z relacją zawodową i różnicą pozycji.

W pewnym momencie bohaterka zwykle buntuje się przeciwko takiemu układowi. Nie chce dłużej być tajemnicą i decyduje się odejść. Wtedy bohater, zmotywowany do działania, zaczyna przetasowywać swoje priorytety i próbuje odzyskać ukochaną.

W fabule nie brakuje nawiązań do biznesu, pracy, relacji zawodowych i przekomarzania się przy innych współpracownikach czy kontrahentach. Świat przedstawiony często przypomina ten znany z historii o Christianie Greyu – przystojnym i bajecznie bogatym mężczyźnie, który ma władzę i pieniądze.

Ludka Skrzydlewska króluje jako polska autorka romansów o tej tematyce. 

Romans hate-love

Oscyluje wokół relacji dwojga protagonistów, którzy podążają drogą od nienawiści do miłości. Na początku nie mogą się znieść, rywalizują ze sobą, kłócą się i nieustannie sobie dogryzają. Z czasem między bohaterami zaczyna jednak pojawiać się chemia.

To właśnie napięcie jest najważniejszym elementem tego typu historii. Nienawiść miesza się z fascynacją, a kolejne sprzeczki sprawiają, że bohaterowie coraz bardziej się do siebie zbliżają. Czytelnik ma obserwować, jak wzajemna niechęć stopniowo przeradza się w uczucie.

W romansach hate-love często pojawia się motyw rywalizacji, wspólnej pracy nad projektem, konkurencji czy zmuszenia bohaterów do spędzania ze sobą czasu. Im więcej konfliktów między nimi, tym większe napięcie.

Dark romance

To propozycja dla czytelniczek, które od romansu oczekują czegoś znacznie mroczniejszego. W dark romance relacja między bohaterami często jest skomplikowana, niezdrowa i pełna kontrowersyjnych zachowań. Pojawiają się obsesja, kontrola, manipulacja, przemoc, uzależnienie emocjonalne czy relacje oparte na dużej nierównowadze sił.

Nie jest to jednak po prostu „bardziej pikantny romans”. Dark romance świadomie sięga po trudne i niekomfortowe tematy, dlatego przed rozpoczęciem lektury warto sprawdzić ostrzeżenia dotyczące treści.

Bohaterowie tego typu powieści często nie są klasycznymi książkowymi „green flagami”. Wręcz przeciwnie – mogą podejmować decyzje, które w prawdziwym życiu byłyby zdecydowanie nieakceptowalne. To właśnie ich mroczna natura i skomplikowana relacja mają budować napięcie.

Sports romance

W tym przypadku romans przenosi się do świata sportu. Jednym z głównych bohaterów jest najczęściej zawodowy sportowiec – hokeista, piłkarz, koszykarz czy kierowca wyścigowy. Drugą stroną relacji może być dziennikarka, fizjoterapeutka, studentka, trenerka albo po prostu dziewczyna, która przypadkiem trafia do jego świata.

Oczywiście sport jest ważnym elementem fabuły, ale nie powinien przesłaniać samej relacji. Czytelniczka może liczyć na treningi, zawody, rywalizację i życie poza boiskiem, ale przede wszystkim na rozwijające się uczucie.

W sports romance często pojawiają się również inne popularne motywy, między innymi hate-love, friends-to-lovers czy fake dating. Dzięki temu jeden romans może jednocześnie należeć do kilku podgatunków.

czwartek, sierpnia 13, 2026

"Jak poskromić diabła" - czyli jak moje serce zostało skradzione

 


Autorka: Kyra Parsi
Wydawnictwo Ale!

„Diabła” pochłonęłam wcześniej niż „Gbura”, wiadomo. Przeczytałam go zarówno w oryginale, jak i w naszym tłumaczeniu. Nie żałuję absolutnie niczego. Wracam do tej książki już w tym tygodniu. 

Bawiłam się świetnie. I chyba właśnie tego najbardziej potrzebowałam. „Diabeł” nie próbuje być czymś, czym nie jest. To pełna humoru, przekomarzania i romantycznego napięcia komedia, która ma przede wszystkim dostarczać rozrywki. I robi to naprawdę dobrze.

Mamy tutaj wszystko, co uwielbiam w komediach romantycznych: świetny humor, błyskotliwe dialogi, wzajemne docinki i bohaterów, których po prostu nie da się nie polubić. Nawet jeśli na początku wydaje nam się, że Adrien Cloutier jest człowiekiem, z którym absolutnie nie chciałybyśmy mieć nic wspólnego.

Adrien to miliarder z piekła rodem. Bezwzględny, wymagający i zdecydowanie nieznający pojęcia wyrozumiałości. Wydaje się, że nic nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi. Do czasu, aż na jego drodze pojawia się ona. Przez pozornie niewinny wybryk doprowadza do utraty największego kontraktu w jego karierze. Adrien nie zamierza jej tego odpuścić. Nie chce przeprosin. Chce zemsty.

W efekcie bohaterka trafia w sam środek układu, którego zdecydowanie nie planowała. Ma być na każde jego skinienie, spełniać jego polecenia i spędzać z nim zdecydowanie więcej czasu, niż ktokolwiek mógłby sobie wymarzyć. Problem w tym, że im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej udawać, że między nimi niczego nie ma.

I właśnie ta relacja jest dla mnie największą siłą tej książki. Ich przepychanki, rozmowy i wzajemne podpuszczanie sprawiały, że niejednokrotnie uśmiechałam się do książki jak głupia. To jeden z tych romansów, w których naprawdę czeka się na kolejne spotkanie bohaterów, bo wiadomo, że będzie się działo.

Co ważne, nie tylko główna para zasługuje tutaj na uwagę. Bohaterowie drugoplanowi również są świetnie skonstruowani i wnoszą do historii mnóstwo humoru. Nie miałam momentu, w którym chciałabym przeskoczyć jakiś wątek. Wręcz przeciwnie – chciałam więcej.

„Diabeł” jest dokładnie taką książką, jakiej oczekuję od dobrej komedii romantycznej. Jest lekko, zabawnie, momentami absurdalnie, ale przede wszystkim jest CHEMIA. Taka, która sprawia, że po skończeniu książki człowiek chce natychmiast zacząć ją od początku.

Czy polecam? Polecam, polecam, polecam. A skoro przeczytałam ją już dwa razy i planuję trzeci raz, chyba nie muszę dodawać nic więcej.


Recenzja nie powstała we współpracy z wydawnictwem. 

środa, sierpnia 12, 2026

"Spotkajmy się w central parku" - tym bardziej cieszę się, że pracuję w wydawnictwie




Autorka: Felicia Kingsley

Wydawnictwo: OMG Books

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Felicii Kingsley i już na wstępie zdradzę, że zamówiłam dwie kolejne powieści autorki. Także było warto zaczytać się w „Spotkajmy się w Central Parku”.

Tym razem trafiamy do Nowego Jorku, a dokładniej do świata wielkiego wydawnictwa, w którym ambicje, rywalizacja i bestsellerowe książki są na porządku dziennym. Knight Underwood ma właściwie wszystko, czego mógłby sobie zażyczyć. Przystojny, pewny siebie, odnoszący sukcesy redaktor i autor bestsellerów jest przekonany, że awans na dyrektora wydawnictwa Pageturner ma już właściwie w kieszeni. Do czasu, aż w windzie spotyka Victorię.

Początkowo Knight jest przekonany, że ma do czynienia z jego nową asystentką. Szybko okazuje się jednak, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Victoria nie tylko nie będzie wykonywać jego poleceń, ale sama zostanie jego szefową. I zdecydowanie nie zamierza pozwolić mu wejść sobie na głowę.

Ich relacja od początku jest pełna tarć, wzajemnych docinków i sytuacji, przy których trudno powstrzymać uśmiech. Nie jest to jednak kolejny romans, w którym bohaterowie od pierwszych stron wiedzą, czego chcą. Tutaj potrzeba czasu, żeby zaczęli naprawdę się poznawać. A im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej ignorować chemię, która pojawia się między nimi.

Najbardziej podobało mi się jednak to, że romans nie jest jedynym elementem tej historii. Kingsley zabiera nas za kulisy wydawnictwa, pokazując świat pełen ambicji, presji, walki o pozycję i oczywiście książek. Dla osoby, która sama zawodowo jest związana z branżą wydawniczą, było to dodatkowo ciekawe doświadczenie. Z przyjemnością obserwowałam zarówno relację Knighta i Victorii, jak i to, co dzieje się w Pageturner.

Do tego dochodzi tajemnica, którą bohaterowie próbują ukryć, oraz walka o uratowanie wydawnictwa przed upadkiem. Dzięki temu historia nie skupia się wyłącznie na uczuciach. Cały czas coś się dzieje, a kolejne wydarzenia sprawiają, że chciałam czytać jeszcze jeden rozdział. I jeszcze jeden. A potem nagle okazywało się, że jest druga w nocy.

„Spotkajmy się w Central Parku” okazało się dla mnie bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Lekka, zabawna i romantyczna historia, która potrafiła mnie wciągnąć, ale jednocześnie nie była pozbawiona fabularnego tła. Kingsley stworzyła bohaterów, których po prostu chce się obserwować, a ich relacja dostarczyła mi dokładnie tej dawki emocji, której oczekuję od dobrego romansu.

I chyba najlepszym podsumowaniem będzie fakt, że po skończeniu książki od razu zamówiłam dwie kolejne powieści autorki. Myślę, że to mówi samo za siebie.


Post nie powstał we współpracy z wydawnictwem


Epoki alchemii. Jak magia stała się chemią? Już w księgarniach od 23 września!




Już 23 września swoją premierę będzie miała książka "Epoka alchemii". Okładka tak bardzo mnie ujęła, że zatonęłam w streszczeniu tej pozycji. I już wiem, że muszę ją poznać, bo poszerzy moje horyzonty i ukaże przede mną zupełnie inny świat.
Wydawnictwo: Znak Koncept
Autor: Kit Chapman

Informacja prasowa wydawcy:

„Epoka alchemii…” to pozycja, która łączy w sobie wszystkie najlepsze cechy literatury faktu, dziennika podróży i książki popularnonaukowej. Czytelnicy znajdą tu nie tylko barwną i dowcipnie opowiedzianą historię tego, jak doszło do powstania chemii-dziedziny nauki, ale też setki ciekawostek o chemii i jej poprzedniczce – alchemii, a także zwięzłe, wciągające i interesujące nawiązania do współczesnych osiągnięć nauki.
Chapman odwiedził niemal sto krajów na całym świecie, by zebrać najciekawsze i najbardziej znaczące dla rozwoju nauki historie związane z (al)chemią: wspomina i o sekretnych przepisach na wieczne piękno weneckich magnatek, i o próbach uzyskania środka czyniącego człowieka nieśmiertelnym. W „Epoce alchemii…” sporo miejsca poświęcono też złotu i odwiecznym próbom uzyskiwania go w procesie przemiany innej substancji (od żelaza po… mocz!), zaś może najciekawsze są barwne opisy (często przypadkowych!) eksperymentów, których efekt mógł mieć tragiczny albo nieoczywisty skutek. Tak było choćby z Napoleonem i… margaryną!

Gdy naciśniesz okładkę, przeniesie cię na stronę, gdzie zamówisz książkę.




wtorek, sierpnia 11, 2026

Protector - nie obronił mnie przed tą fabułą

 

Autorka: Cara M.J

Wydawnictwo Novae Res

Nie każda historia o zakazanym uczuciu potrafi wzbudzić emocje, na jakie liczy autor. W przypadku tej książki zamiast napięcia i fascynacji czułam przede wszystkim dezorientację i… niesmak.

Historia Marii del Cielo Monvivalle miała wszystkie składniki, które mogły stworzyć wciągający romans: bogata rodzina, rodzinne tajemnice, narzucone małżeństwo, przystojny ochroniarz z trudną przeszłością i uczucie, które zdecydowanie nie powinno się wydarzyć. Problem w tym, że potencjał tych elementów nie został moim zdaniem dobrze wykorzystany.

Największym problemem okazali się dla mnie bohaterowie. Maria często podejmowała decyzje, których trudno było mi zrozumieć, a jej zachowanie nie zawsze wydawało się spójne z sytuacją, w której się znalazła. Również Leonardo nie wzbudził mojej sympatii. Jego mroczna przeszłość i tajemniczość miały prawdopodobnie budować napięcie, ale zamiast tego sprawiały, że trudno było mi się z nim utożsamić czy zwyczajnie go polubić.

Nie przekonała mnie również relacja głównych bohaterów. Miała być pełna napięcia i zakazanego pożądania, jednak kolejne wydarzenia nie wywoływały we mnie emocji, których oczekiwałabym po romansie. Niektóre wątki były dla mnie po prostu dziwne, a część scen przekraczała granicę dobrego smaku. Zamiast ekscytacji pojawiał się dyskomfort.

Mam również wrażenie, że książka bardzo mocno stawia na szokowanie czytelnika, nie zawsze dbając przy tym o wiarygodność przedstawianych wydarzeń. Kolejne zwroty akcji zamiast mnie zaciekawiać, powodowały coraz większe poczucie, że historia zmierza w stronę, której zwyczajnie nie potrafiłam zaakceptować.

Nie oznacza to oczywiście, że książka nie znajdzie swoich odbiorców. Fani mocnych, kontrowersyjnych romansów, pełnych zakazanych relacji, bogactwa, rodzinnych układów i mrocznych bohaterów mogą znaleźć tutaj coś dla siebie. Ja jednak zdecydowanie nie jestem grupą docelową tej historii.

To była książka, która miała mnie wciągnąć, a zamiast tego wielokrotnie wprawiała mnie w zakłopotanie. Pomysł był interesujący, ale wykonanie zupełnie do mnie nie trafiło.


Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem

"Dom ze szkła" - CO TO BYŁO? I dlaczego rozwaliło mi głowę?



Autorka: Sarah Pekkanen
Wydawnictwo: Gorzka Czekolada
Książkę najtaniej zakupicie tutaj: KLIK

Z pozoru idealna rodzina wiodąca idealne życie. A może rodzina, która żyje idealnym kłamstwem? 

Uwielbiam takie thrillery! Jeju, jakaż to była przyjemność czytać książkę, która wywołuje dreszczyk na karku i nie można się od niej oderwać. Tutaj nie przesadzam, ale czytałam nawet wtedy, gdy w metrze było ciasno i ledwie trzymałam się drążka. 

Rodzina, sekrety, małżeństwo, zdrady i... śmierć. To wszystko dziejące się w ponad stuletnim domu, który wygląda pięknie i przerażająco. W tym wszystkim mała dziewczynka, która widziała zbyt wiele i nie mówi, bo trauma jej na to nie pozwala. Doskonale poprowadzona narracja pozwoliła odkrywać kolejne karty w fabule. Autorka dopracowała szczegóły morderstwa, sekretów i charakterologii bohaterów. Bo bez nich to ani rusz. A jak się denerwujący? Najgorzej. W każdym razie w tę powieść wchodzi się jak w masło, od razu i bez lęku, ale z ekscytacją. 

Mamy tutaj istne zwroty akcji i podrzucanie wskazówek, co na myśli przywodzi książki Freidy McFadden. I bardzo dobrze! Jej powieści czytają miliony, w tym ja i oczekuję podobnych powieści kryminalnych, bo trzymają w napięciu i dają mi dokładnie to, czego potrzebuję. Rozrywki i dreszczyku.

Wchodzimy w buty Stelli, głównej bohaterki, która w życiu przeszła wiele. Ale tego nie będę zdradzać. Jest kuratorką dziecięcą, i niematką z wyboru. Jej podejście do spraw jest skrupulatne i bardzo angażujące, zwłaszcza, gdy ma do czynienia ze sprawami takimi jak sprawa małej Rose. Bo o co dokładnie tam chodzi? Kogo powinna wybrać, by mała Rose miała spokojny dom i dzieciństwo? Zostawić ją z matką czy może ze zdradzającym matkę ojcem? Ale kto zabił nianię, wyrzucając ją z okna w wielkim domu?

Już wiecie, że polecam tę książkę, ale podkreślę to jeszcze bardziej, POLECAM. Polecam nie tylko dla fanów Freidy McFadden (choć wy odnajdziecie się tu świetnie), ale dla fanów thillerów, bo autorka radzi sobie w tym gatunku świecie i zasługuje na szansę. Zostawiam was z tą pozycją i biegnę po kolejną książkę Sarah Pekkanen.

Post nie powstał we współpracy


poniedziałek, sierpnia 10, 2026

"Jej chłopak" czyli książka, którą połknęłam za jednym razem


Tutaj zamówisz najtaniej: klik

Autorka: Freida McFadden

Wydawnictwo Czwarta Strona

MOJA OPINIA

Ostatnio miałam przyjemność skończyć książkę "Jej chłopak" od Freidy McFadden. Autorka thillerów wydaje w naszym kraju mnóstwo powieści w ciągu roku. Wyskakuje na topce Empiku, pojawia się na prawie każdym poście fanów kryminałów. I słusznie.

Tym razem zabiera nas w świat Sydney, niczemu winnej księgowej, która próbuje ułożyć sobie życie i znaleźć partnera, z którym zbuduje stały związek. Próbuje swoich sił na aplikacji randkowej, przez co napotyka się na wielu specyficznych kandydatów. Jednym z nich jest Kevin. Och, o Kevinie nie będzie łatwo zapomnieć. Pojawia się, znika. Znów się pojawia i pozostawia dreszczyk niepokoju na ciele naszej bohaterki.



W życiu Sydney dzieją się rzeczy, których nie życzylibyśmy nikomu. Spotyka ją tragedia, po której trudno będzie pójść dalej. Ale ona próbuje, nie wiedząc, że kolejny rozdział nie będzie przyjemny.

McFadden serwuje nam świetny thriller, wielu męskich bohaterów, których zaczynamy podejrzewać o wszystko. Tutaj nie ma przypadków, każda wzmianka na pewno coś znaczy. Książkę pochłonęłam w jeden dzień i nie mogąc się od niej oderwać, wylałam na siebie kawę. Cóż, bywa, ale powieść była tego warta. 

Jestem pod wrażeniem skonstruowania fabuły przy "Jej chłopaku". Czasem poprzednie książki autorki potrafiły mnie rozczarować, znudzić, ale nigdy ich nie porzucałam. Tym razem dostałam pełnowymiarową rozrywkę, której oczekiwałam.