środa, lutego 01, 2017

Podsumowanie stycznia


Nadszedł luty, który będzie dla mnie krótkim miesiącem, ale całkowicie wolnym. Już niedługo wyjeżdżam i będę mogła skupić się na poprawianiu drugiej książki. Może uda mi się też doczytać Ojca Chrzestnego do końca, no i przerobić Kordiana. 
Dziś 1 lutego, bardzo ważna data dla mnie, ponieważ jeden z moich idoli kończy dzisiaj 23 urodziny. 

W tym miesiącu ukazało się trochę więcej postów niż zwykle.
  • Donikąd. Czyli gdzie? [Recenzja] – post zebrał od was dziesięć komentarzy. Książka jak dla mnie średnia, nie wpasowała się w moje gusta. Zauważyłam, że Was też nie zaciekawiła do przeczytania. 
  • Angielskie wieści, czyli przegląd prasy. [English Matters] – również dziesięć komentarzy. Pierwszy raz miałam okazję recenzować ten magazyn i byłam bardzo zadowolona. Cieszę się, że współpraca z tym wydawnictwem będzie kontynuowana. 
  • Ja Diablica na bis [Recenzja] – już wcześniej recenzowałam tę książkę, ale powróciłam do niej drugi raz, więc nagrałam filmik. Dwanaście komentarzy, opinie były podzielone.
  • Celebrity Tag, żeby nie wiało nudą. [TAG] – Coś dla odmiany, byście się nie zanudzili. Z recenzjami książek ciężko, bo nie mam na to czasu. Tag doczekał się dwunastu komentarzy.
  • 1 urodziny bloga. – Ach, tak i moje super spóźnienie! Naprawdę zapomniałam, ale dostałam od Was bardzo dużo ładnych życzeń, aby wiodło mi się jeszcze lepiej z pisaniem bloga. Dziękuję! Aż 25 komentarzy.
  • Chaos i milion myśli. Margo. [Recenzja] – szesnaście komentarzy i bardzo dużo osób chętnych do przeczytania tej książki. Polecam gorąco!
  • "Co za głupia książka", Gwiazd Naszych Wina [Recenzja] – aż osiemnaście komentarzy. Macie różne poglądy na temat tej książki i ja to rozumiem. Dla mnie jest bardzo udana i będę do niej wracać.
Dziękuję wam za ten miesiąc! Ciągniemy to dalej, bo pisanie postów ma być przyjemnością, a nie obowiązkiem. Cieszę się, że Was mam!


sobota, stycznia 28, 2017

"Co za głupia książka" Gwiazd Naszych Wina. [Recenzja]


Tytuł: Gwiazd Naszych Wina.
Autor: John Green.
Opis: Hazel choruje na raka i mimo cudownej terapii dającej perspektywę kilku lat więcej, wydaje się, że ostatni rozdział jej życia został spisany już podczas stawiania diagnozy. Lecz gdy na spotkaniu grupy wsparcia bohaterka powieści poznaje niezwykłego młodzieńca Augustusa Watersa, następuje nagły zwrot akcji i okazuje się, że jej historia być może zostanie napisana całkowicie na nowo.

Gwiazd Naszych Wina.
Bardzo często krytykowana, obrzucana błotem. Dlaczego? Dla mnie ta książka od pierwszych stron niosła przesłanie. Autor zdecydował się na niebanalną fabułę, opisując chorobę młodej dziewczyny. Czy Gwiazd Naszych Wina jest krytykowana tylko dlatego, że napisał ją John Green, a ona stała się popularną książką dla młodzieży. A dla kogo miałaby być, skoro odnosi się do środowiska nastolatków? Oczywiście, mogą przeczytać to też dorośli ludzie i sądzę, że tez im się spodoba historia Hazel Grace.

Green manipuluje nami. Myślimy, że to Hazel będzie najbardziej poszkodowaną osobą w książce. Spodziewamy się najgorszego scenariusza, a kiedy przychodzi punkt kulminacyjny… akcja zmienia kierunek. Byłam oczarowana wątkami, które wprowadził John Green. Zadbał o to, by czytelnik mógł sobie wszystko wyobrazić i wciągnąć się na tyle mocno, żeby nie odłożyć książki przez kilka dobrych godzin. Ze mną tak było. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, co będzie dalej.

Augustus Waters, ważna postać w życiu Hazel. Stał się dużym motywatorem, ogromną inspiracja i nadzieją dla bohaterki. Nie opuszczał jej. Ha! On spełnił jej największe marzenie i podarował coś, co nie każdy mógł zrobić. Augustus Waters pokochał Hazel Grace. Okay? Okay.


Nie chciałabym za wiele zdradzać z fabuły. Nie na tym to polega. Jednak moje serce należy do tej książki i muszę ją chwalić na wszelkie sposoby. Chcę, byście po nią sięgnęli i sami przekonali się, czy warto.
Zakończenie zaskakuje. Nie tego się spodziewałam i równocześnie czuję niedosyt. Ale przecież nie napiszę do autora, jak Hazel Grace, i nie poproszę o dokończenie historii tak jakbym chciała.

Gwiazd Naszych Wina otwiera nam oczy, postrzegamy trochę więcej. Warto ją przeczytać.

środa, stycznia 25, 2017

Chaos i milion myśli. Margo [Recenzja]


Tytuł: Margo.
Autor: Fisher Tarryn
Opis: W Bone jest dom.
W domu mieszka dziewczyna.
W dziewczynie mieszka ciemność…

Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą.
Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judah – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała.
Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.

Nie chcę dzielić tej książki na kategorię. Nie potrafię po kolei odnieść się do osobnych punktów. Będzie to przelana w całość gonitwa myśli, które błądzą po mojej głowie od kiedy odłożyłam Margo. 
Chaos. Zdecydowany chaos panował w tej książce. Wydarzenie goniło wydarzenie. Wdarłam się w smutny i bardzo szary świat, w którym panuje mnóstwo problemów. I jest Margo, która stara się iść dalej, napierać na ścianę. Od samego początku, będąc dzieckiem, zapomina co to dzieciństwo, nie zasługuje na to - jak uznała jej matka, odbierając Margo taką możliwość. 
Okładka książki dokładnie przedstawia umysły postaci w tej historii. Zmącone, splątane, nieposkromione. Nie czułam się zagubiona, autorka pisała tę opowieść dosadnie, trafiając do naszych myśli. Tak naprawdę w każdym kraju istnieje taka wioska, takie miasto, które umarło, chociaż ludzie chodzą po jego ulicach, ale są szarymi, pustymi i zniszczonymi duszami. Ta książka uświadomiła mi, że najprawdopodobniej nigdy nie poczuję tego, co czują ci, mieszkający daleko ode mnie.

"Nigdzie nie pasuję, więc wędruję z jednego miejsca w drugie w nadziei, że nikt mnie nie zauważy"
Każdy wydaje się być inny, niż wcześniej się tego spodziewamy. Nie myślałam, że matka Margo jest tak zła. Nie będę mówić co dokładnie zrobiła i jaka była, lecz to miasto ją zniszczyło. A ona zniszczyła Margo. Nikt nie zasłużył na taką matkę, która nie przejęła się losem własnego dziecka i traktowała je jak powietrze. Margo musiała czuć ogromną pustkę, ból i samotność. 
"Może i jest niepełnosprawny, ale niepełnosprawność nie jest nim".

Judah Grant, chłopak na wózku, który nieco zmienił życie Margo i dodał jej otuchy, a także wniósł nadzieję. Sądzę, że to on sprawił, że zaczęła się uśmiechać. Miał wiele do powiedzenia. Podobało mi się to, że autorka pokazała nam świat człowieka chorego i człowieka zdrowego i obydwoje byli równi. Jedno, choć z chorymi nogami, stało w miejscu i drugie, ze zdrowymi, nie mogło ruszyć dalej, zatrzymane w mieście duchów. 
Z każdym kolejnym rozdziałem dzieją się jakieś zbrodnie. Myślimy – okej, już wszystko rozumiem, a czasem dowiadujemy się nowych rzeczy i rozwiązanie jest zupełnie inne. To mnie zaskoczyło w autorce. Potrafiła świetnie manipulować umysłem czytelnika. 
Sama Margo wydaje się, że ma uczucia. Przeżywa, myśli, cierpi, kocha. Z drugiej strony to, co robi czasem pozostaje bez wyrzutów sumienia. Potrafi okazać się bezlitosna. Nie mogę więcej zdradzić. Jej zachowanie wzbudza we mnie lęk. 
Książka porusza bardzo ważny aspekt. Mianowicie relacje matki z dzieckiem. I nie chodzi jedynie o relację Margo z jej matką, ale i o poboczne wątki. Mają duże znaczenie. Historia jest zdecydowanie psycho.
Zakończenie zaskakuje, a także wiele uświadamia. Przeżyłam naprawdę dziwną przygodę z Margo i przez długi czas będę się nad tym zastanawiać. Co się stało w mieście Bone?

Tę książkę polecam z czystym sumieniem, bo wiem, że może wciągnąć prawie każdego. Nie jest to infantylny romans, który odrzuca. Wręcz przeciwnie. Otwiera nasz umysł, miesza myśli, zmusza nas do większego skupienia. 


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN

środa, lutego 01, 2017

Podsumowanie stycznia


Nadszedł luty, który będzie dla mnie krótkim miesiącem, ale całkowicie wolnym. Już niedługo wyjeżdżam i będę mogła skupić się na poprawianiu drugiej książki. Może uda mi się też doczytać Ojca Chrzestnego do końca, no i przerobić Kordiana. 
Dziś 1 lutego, bardzo ważna data dla mnie, ponieważ jeden z moich idoli kończy dzisiaj 23 urodziny. 

W tym miesiącu ukazało się trochę więcej postów niż zwykle.
  • Donikąd. Czyli gdzie? [Recenzja] – post zebrał od was dziesięć komentarzy. Książka jak dla mnie średnia, nie wpasowała się w moje gusta. Zauważyłam, że Was też nie zaciekawiła do przeczytania. 
  • Angielskie wieści, czyli przegląd prasy. [English Matters] – również dziesięć komentarzy. Pierwszy raz miałam okazję recenzować ten magazyn i byłam bardzo zadowolona. Cieszę się, że współpraca z tym wydawnictwem będzie kontynuowana. 
  • Ja Diablica na bis [Recenzja] – już wcześniej recenzowałam tę książkę, ale powróciłam do niej drugi raz, więc nagrałam filmik. Dwanaście komentarzy, opinie były podzielone.
  • Celebrity Tag, żeby nie wiało nudą. [TAG] – Coś dla odmiany, byście się nie zanudzili. Z recenzjami książek ciężko, bo nie mam na to czasu. Tag doczekał się dwunastu komentarzy.
  • 1 urodziny bloga. – Ach, tak i moje super spóźnienie! Naprawdę zapomniałam, ale dostałam od Was bardzo dużo ładnych życzeń, aby wiodło mi się jeszcze lepiej z pisaniem bloga. Dziękuję! Aż 25 komentarzy.
  • Chaos i milion myśli. Margo. [Recenzja] – szesnaście komentarzy i bardzo dużo osób chętnych do przeczytania tej książki. Polecam gorąco!
  • "Co za głupia książka", Gwiazd Naszych Wina [Recenzja] – aż osiemnaście komentarzy. Macie różne poglądy na temat tej książki i ja to rozumiem. Dla mnie jest bardzo udana i będę do niej wracać.
Dziękuję wam za ten miesiąc! Ciągniemy to dalej, bo pisanie postów ma być przyjemnością, a nie obowiązkiem. Cieszę się, że Was mam!


sobota, stycznia 28, 2017

"Co za głupia książka" Gwiazd Naszych Wina. [Recenzja]


Tytuł: Gwiazd Naszych Wina.
Autor: John Green.
Opis: Hazel choruje na raka i mimo cudownej terapii dającej perspektywę kilku lat więcej, wydaje się, że ostatni rozdział jej życia został spisany już podczas stawiania diagnozy. Lecz gdy na spotkaniu grupy wsparcia bohaterka powieści poznaje niezwykłego młodzieńca Augustusa Watersa, następuje nagły zwrot akcji i okazuje się, że jej historia być może zostanie napisana całkowicie na nowo.

Gwiazd Naszych Wina.
Bardzo często krytykowana, obrzucana błotem. Dlaczego? Dla mnie ta książka od pierwszych stron niosła przesłanie. Autor zdecydował się na niebanalną fabułę, opisując chorobę młodej dziewczyny. Czy Gwiazd Naszych Wina jest krytykowana tylko dlatego, że napisał ją John Green, a ona stała się popularną książką dla młodzieży. A dla kogo miałaby być, skoro odnosi się do środowiska nastolatków? Oczywiście, mogą przeczytać to też dorośli ludzie i sądzę, że tez im się spodoba historia Hazel Grace.

Green manipuluje nami. Myślimy, że to Hazel będzie najbardziej poszkodowaną osobą w książce. Spodziewamy się najgorszego scenariusza, a kiedy przychodzi punkt kulminacyjny… akcja zmienia kierunek. Byłam oczarowana wątkami, które wprowadził John Green. Zadbał o to, by czytelnik mógł sobie wszystko wyobrazić i wciągnąć się na tyle mocno, żeby nie odłożyć książki przez kilka dobrych godzin. Ze mną tak było. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, co będzie dalej.

Augustus Waters, ważna postać w życiu Hazel. Stał się dużym motywatorem, ogromną inspiracja i nadzieją dla bohaterki. Nie opuszczał jej. Ha! On spełnił jej największe marzenie i podarował coś, co nie każdy mógł zrobić. Augustus Waters pokochał Hazel Grace. Okay? Okay.


Nie chciałabym za wiele zdradzać z fabuły. Nie na tym to polega. Jednak moje serce należy do tej książki i muszę ją chwalić na wszelkie sposoby. Chcę, byście po nią sięgnęli i sami przekonali się, czy warto.
Zakończenie zaskakuje. Nie tego się spodziewałam i równocześnie czuję niedosyt. Ale przecież nie napiszę do autora, jak Hazel Grace, i nie poproszę o dokończenie historii tak jakbym chciała.

Gwiazd Naszych Wina otwiera nam oczy, postrzegamy trochę więcej. Warto ją przeczytać.

środa, stycznia 25, 2017

Chaos i milion myśli. Margo [Recenzja]


Tytuł: Margo.
Autor: Fisher Tarryn
Opis: W Bone jest dom.
W domu mieszka dziewczyna.
W dziewczynie mieszka ciemność…

Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą.
Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judah – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała.
Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.

Nie chcę dzielić tej książki na kategorię. Nie potrafię po kolei odnieść się do osobnych punktów. Będzie to przelana w całość gonitwa myśli, które błądzą po mojej głowie od kiedy odłożyłam Margo. 
Chaos. Zdecydowany chaos panował w tej książce. Wydarzenie goniło wydarzenie. Wdarłam się w smutny i bardzo szary świat, w którym panuje mnóstwo problemów. I jest Margo, która stara się iść dalej, napierać na ścianę. Od samego początku, będąc dzieckiem, zapomina co to dzieciństwo, nie zasługuje na to - jak uznała jej matka, odbierając Margo taką możliwość. 
Okładka książki dokładnie przedstawia umysły postaci w tej historii. Zmącone, splątane, nieposkromione. Nie czułam się zagubiona, autorka pisała tę opowieść dosadnie, trafiając do naszych myśli. Tak naprawdę w każdym kraju istnieje taka wioska, takie miasto, które umarło, chociaż ludzie chodzą po jego ulicach, ale są szarymi, pustymi i zniszczonymi duszami. Ta książka uświadomiła mi, że najprawdopodobniej nigdy nie poczuję tego, co czują ci, mieszkający daleko ode mnie.

"Nigdzie nie pasuję, więc wędruję z jednego miejsca w drugie w nadziei, że nikt mnie nie zauważy"
Każdy wydaje się być inny, niż wcześniej się tego spodziewamy. Nie myślałam, że matka Margo jest tak zła. Nie będę mówić co dokładnie zrobiła i jaka była, lecz to miasto ją zniszczyło. A ona zniszczyła Margo. Nikt nie zasłużył na taką matkę, która nie przejęła się losem własnego dziecka i traktowała je jak powietrze. Margo musiała czuć ogromną pustkę, ból i samotność. 
"Może i jest niepełnosprawny, ale niepełnosprawność nie jest nim".

Judah Grant, chłopak na wózku, który nieco zmienił życie Margo i dodał jej otuchy, a także wniósł nadzieję. Sądzę, że to on sprawił, że zaczęła się uśmiechać. Miał wiele do powiedzenia. Podobało mi się to, że autorka pokazała nam świat człowieka chorego i człowieka zdrowego i obydwoje byli równi. Jedno, choć z chorymi nogami, stało w miejscu i drugie, ze zdrowymi, nie mogło ruszyć dalej, zatrzymane w mieście duchów. 
Z każdym kolejnym rozdziałem dzieją się jakieś zbrodnie. Myślimy – okej, już wszystko rozumiem, a czasem dowiadujemy się nowych rzeczy i rozwiązanie jest zupełnie inne. To mnie zaskoczyło w autorce. Potrafiła świetnie manipulować umysłem czytelnika. 
Sama Margo wydaje się, że ma uczucia. Przeżywa, myśli, cierpi, kocha. Z drugiej strony to, co robi czasem pozostaje bez wyrzutów sumienia. Potrafi okazać się bezlitosna. Nie mogę więcej zdradzić. Jej zachowanie wzbudza we mnie lęk. 
Książka porusza bardzo ważny aspekt. Mianowicie relacje matki z dzieckiem. I nie chodzi jedynie o relację Margo z jej matką, ale i o poboczne wątki. Mają duże znaczenie. Historia jest zdecydowanie psycho.
Zakończenie zaskakuje, a także wiele uświadamia. Przeżyłam naprawdę dziwną przygodę z Margo i przez długi czas będę się nad tym zastanawiać. Co się stało w mieście Bone?

Tę książkę polecam z czystym sumieniem, bo wiem, że może wciągnąć prawie każdego. Nie jest to infantylny romans, który odrzuca. Wręcz przeciwnie. Otwiera nasz umysł, miesza myśli, zmusza nas do większego skupienia. 


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN