środa, września 02, 2026

Jak przechytrzyć wroga - zabawna i spicy!


Autorka: Kyra Parsi

Wydawnictwo Ale!

Najtaniej kupisz tutaj: KUP

Wiedziałam, że się nie zawiodę. Zawsze, gdy sięgam po Kyrę Parsi, wiem, że czeka mnie kilka godzin naprawdę dobrej zabawy. Autorka daje mi dokładnie to, czego szukam w takich romansach: rozrywkę, świetnie wykreowanych bohaterów, ogromną dawkę humoru i fabułę, która może nie próbuje odkrywać Ameryki na nowo, ale sprawia, że nie mam najmniejszej ochoty odkładać książki.

Dobra, a teraz wejdźmy w to trochę głębiej.

Alice nienawidzi Dominica. Dominic nienawidzi Alice. I nie jest to jeden z tych romansów, w których bohaterowie rzucają sobie dwa złośliwe komentarze, a opis na okładce próbuje nam wmówić, że mamy do czynienia z enemies to lovers. Tutaj ta niechęć ma swoją historię.

Alice i Dominic wychowywali się razem. Ona była bogatą księżniczką z dobrego domu, on – synem gosposi mieszkającym na tej samej parceli co rodzina Alice. Mimo dzielących ich różnic byli nierozłączni. Chodzili razem do szkoły, robili sobie psikusy, spędzali ze sobą mnóstwo czasu, a nawet planowali, że kiedyś założą wspólny biznes.

Aż pewnego dnia wszystko się skończyło.

Dominic zniknął z życia Alice, przekonany, że to właśnie ona ponosi za to odpowiedzialność. Lata mijają, ale uraza nie znika. Wręcz przeciwnie – Dominic ma okazję się odegrać i zdecydowanie z niej korzysta. Alice natomiast próbuje stanąć na własnych nogach bez proszenia swojej zamożnej rodziny o pieniądze, co przez działania jej dawnego przyjaciela staje się coraz trudniejsze.

Kiedy po latach ich drogi ponownie się przecinają, Dominic proponuje Alice pewien układ. Ona się zgadza i wtedy… cóż. Najlepiej przygotować popcorn. Tylko ostrożnie, bo przy niektórych scenach istnieje realne zagrożenie zadławienia się ze śmiechu.

Uwielbiam ich razem! Alice i Dominic mają fantastyczną energię, a ich przekomarzanki są jednym z najmocniejszych punktów tej historii. Co najważniejsze, hate-love nie jest tutaj sztucznie nadmuchane tylko po to, żeby stworzyć między bohaterami napięcie. Ich konflikt ma konkretne podłoże, sięga wielu lat wstecz i rzeczywiście wpływa na to, jak na siebie patrzą. Alice ma powody, żeby nienawidzić Dominica. Dominic ma swoje powody, żeby nienawidzić Alice. A my stopniowo odkrywamy, co tak naprawdę wydarzyło się między nimi.

Oczywiście wszystko robi się jeszcze ciekawsze, kiedy w grę wchodzi wspomniany układ. Bo czy Alice naprawdę wytrzyma, będąc gosposią Dominica? I to właściwie gosposią na „smyczy”? Czy to na pewno tylko przenośnia? Nie będę zdradzać szczegółów, ale Kyra Parsi bardzo dobrze wie, jak wykorzystać absurdalność niektórych sytuacji i wycisnąć z nich maksimum humoru.

Pod tą całą komediową warstwą kryje się jednak coś więcej. Alice i Dominic nie są sobie obojętni i chyba nigdy tak naprawdę nie byli. Ich wspólna przeszłość sprawia, że oprócz złości jest między nimi również żal za tym, co stracili. Z czasem coraz wyraźniej widać, że granica między nienawiścią a zupełnie innym uczuciem robi się niebezpiecznie cienka. A kiedy dochodzi do tego chemia między bohaterami… robi się naprawdę gorąco.

Książkę przeczytałam w dwa dni, ale właściwie nie spodziewałam się niczego innego. Podobnie było z „Jak poskromić diabła” i „Jak rozkochać gbura”. Romanse Kyry Parsi po prostu połyka się w całości. Jej humor jest bardzo charakterystyczny i myślę, że tutaj zasada jest prosta: albo poczujesz ten vibe i wejdziesz w ten trochę szalony świat bez zastanowienia, albo szybko zorientujesz się, że to nie dla ciebie. Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy.

Podoba mi się również to, że książki z tego uniwersum można czytać niezależnie. Oczywiście pojawiają się bohaterowie znani z poprzednich części i dla osób, które je czytały, jest to dodatkowa przyjemność, ale bez ich znajomości spokojnie można odnaleźć się w historii. Mimo wszystko zachęcam, żeby zacząć od „Jak poskromić diabła”, później sięgnąć po „Jak rozkochać gbura”, a „Jak usidlić wroga” zostawić sobie na koniec. Wtedy spotkania ze znanymi już bohaterami dają jeszcze więcej frajdy.

Kyra Parsi po raz kolejny mnie nie zawiodła. Dostałam enemies to lovers z prawdziwego zdarzenia, mnóstwo przekomarzanek, absurdalnie zabawne sytuacje, świetną chemię i odpowiednią dawkę spice'u. Jeśli macie ochotę na pikantny romans, przy którym będziecie się śmiać, irytować na bohaterów, a chwilę później im kibicować – zdecydowanie warto.

Ja już wiem jedno: jeśli Kyra Parsi napisze kolejną książkę w tym uniwersum, nie będę potrzebowała opisu. I tak ją przeczytam. 

wtorek, września 01, 2026

Wild Card - Elsie Silver znowu dowiozła



Autorka: Elsie Silver

Wydawnictwo Niezwykłe

Uwielbiam Elsie Silver za poczucie humoru, za postacie, które kreuje i za fabuły, które może czasem są schematyczne, ale zawsze poprawiają mi nastrój. Gdy sięgam po jej książki, wiem, czego się spodziewać, a jednocześnie za każdym razem chcę więcej. Jej romanse mają w sobie dokładnie tę mieszankę, którą lubię najbardziej – dużo chemii, emocji, bohaterów, do których szybko się przywiązuję, i relacje, dla których jestem w stanie zarwać noc.

Tę książkę kupiłam przede wszystkim ze względu na age gap, jeden z moich ulubionych motywów. Kiedy dodatkowo dowiedziałam się, że Sebastian jest ojcem byłego chłopaka głównej bohaterki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Bo przecież duża różnica wieku najwyraźniej nie była wystarczającą komplikacją.

Sebastian Rousseau jest pilotem, samotnym ojcem i mężczyzną, który zdecydowanie nie powinien interesować Raven. Problem w tym, że interesuje. I to bardzo. Ich pierwsze spotkanie jest przypadkowe i wtedy jeszcze żadne z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo ich życia są ze sobą powiązane. Dopiero później wychodzi na jaw, że Sebastian jest ojcem jej byłego chłopaka. Mogliby więc uznać, że najlepiej o wszystkim zapomnieć i każde powinno pójść w swoją stronę. Przez jakiś czas nawet im się to udaje.

Rok później los ponownie stawia ich na swojej drodze i tym razem sprawia, że zamieszkują pod jednym dachem. A wiadomo, że jeśli dwoje ludzi, którzy zdecydowanie nie powinni się w sobie zakochać, trafia do jednego domu, nic dobrego – albo właśnie bardzo dobrego – nie może z tego wyniknąć.

Najbardziej podobało mi się tutaj napięcie między Raven i Sebastianem. Oboje wiedzą, że przekroczenie granicy może skomplikować właściwie wszystko, szczególnie że Sebastian próbuje naprawić relację z synem. Ich uczucie nie istnieje więc w próżni. Każda decyzja może kogoś zranić, a bohaterowie mają świadomość konsekwencji, nawet jeśli coraz trudniej jest im ignorować to, co do siebie czują.

I właśnie ten motyw „nie powinniśmy, ale bardzo chcemy” kupił mnie całkowicie. Elsie Silver naprawdę dobrze radzi sobie z budowaniem chemii między bohaterami. Są spojrzenia, drobne gesty, przekomarzanie się, zazdrość i coraz bardziej oczywiste przyciąganie. Im bardziej Raven i Sebastian próbują wmówić sobie, że nic między nimi nie może się wydarzyć, tym bardziej wiadomo, w jakim kierunku to wszystko zmierza. I ja absolutnie nie miałam nic przeciwko.

Sebastian bardzo szybko stał się jednym z tych bohaterów, dla których czytam romanse. Jest naburmuszony, momentami trudny, opiekuńczy i ma w sobie tę energię starszego, doświadczonego faceta, która przy motywie age gap robi dokładnie to, co powinna. Jednocześnie nie jest wyłącznie „seksownym pilotem”, chociaż oczywiście ten element zdecydowanie nie przeszkadza. Jego relacja z synem i próby naprawienia popełnionych wcześniej błędów sprawiają, że dostajemy bohatera z bagażem, który rzeczywiście wpływa na jego decyzje.

Raven z kolei nie jest bohaterką, która daje się całkowicie zdominować jego osobowości. Potrafi mu odpowiedzieć, postawić na swoim i namieszać w jego uporządkowanym świecie. Dzięki temu ich dynamika działa jeszcze lepiej, bo poza fizycznym przyciąganiem naprawdę czuć między nimi więź.

Czy wszystko w tej historii jest realistyczne? Pewnie nie. Czy momentami dokładnie wiedziałam, co wydarzy się za chwilę? Oczywiście. Ale w przypadku Elsie Silver zupełnie mi to nie przeszkadza. Nie sięgam po jej książki po to, żeby autorka wywróciła romans do góry nogami. Sięgam po nie dla emocji, bohaterów i tej charakterystycznej przyjemności z czytania, którą potrafi mi zapewnić.

Dostałam więc age gap, zakazane uczucie, wspólne mieszkanie, mnóstwo napięcia i bohatera, który jest seksownym pilotem. Naprawdę trudno było mnie tutaj unieszczęśliwić.

Elsie Silver po raz kolejny dała mi dokładnie to, czego od niej oczekiwałam – romans, przy którym świetnie się bawiłam i którego bohaterom kibicowałam, nawet jeśli doskonale wiedziałam, że pakują się w ogromne kłopoty. Schematycznie? Być może. Ale jeśli wszystkie schematy smakowałyby tak dobrze, mogę czytać je bez końca.

Post nie powstał we współpracy

środa, września 02, 2026

Jak przechytrzyć wroga - zabawna i spicy!


Autorka: Kyra Parsi

Wydawnictwo Ale!

Najtaniej kupisz tutaj: KUP

Wiedziałam, że się nie zawiodę. Zawsze, gdy sięgam po Kyrę Parsi, wiem, że czeka mnie kilka godzin naprawdę dobrej zabawy. Autorka daje mi dokładnie to, czego szukam w takich romansach: rozrywkę, świetnie wykreowanych bohaterów, ogromną dawkę humoru i fabułę, która może nie próbuje odkrywać Ameryki na nowo, ale sprawia, że nie mam najmniejszej ochoty odkładać książki.

Dobra, a teraz wejdźmy w to trochę głębiej.

Alice nienawidzi Dominica. Dominic nienawidzi Alice. I nie jest to jeden z tych romansów, w których bohaterowie rzucają sobie dwa złośliwe komentarze, a opis na okładce próbuje nam wmówić, że mamy do czynienia z enemies to lovers. Tutaj ta niechęć ma swoją historię.

Alice i Dominic wychowywali się razem. Ona była bogatą księżniczką z dobrego domu, on – synem gosposi mieszkającym na tej samej parceli co rodzina Alice. Mimo dzielących ich różnic byli nierozłączni. Chodzili razem do szkoły, robili sobie psikusy, spędzali ze sobą mnóstwo czasu, a nawet planowali, że kiedyś założą wspólny biznes.

Aż pewnego dnia wszystko się skończyło.

Dominic zniknął z życia Alice, przekonany, że to właśnie ona ponosi za to odpowiedzialność. Lata mijają, ale uraza nie znika. Wręcz przeciwnie – Dominic ma okazję się odegrać i zdecydowanie z niej korzysta. Alice natomiast próbuje stanąć na własnych nogach bez proszenia swojej zamożnej rodziny o pieniądze, co przez działania jej dawnego przyjaciela staje się coraz trudniejsze.

Kiedy po latach ich drogi ponownie się przecinają, Dominic proponuje Alice pewien układ. Ona się zgadza i wtedy… cóż. Najlepiej przygotować popcorn. Tylko ostrożnie, bo przy niektórych scenach istnieje realne zagrożenie zadławienia się ze śmiechu.

Uwielbiam ich razem! Alice i Dominic mają fantastyczną energię, a ich przekomarzanki są jednym z najmocniejszych punktów tej historii. Co najważniejsze, hate-love nie jest tutaj sztucznie nadmuchane tylko po to, żeby stworzyć między bohaterami napięcie. Ich konflikt ma konkretne podłoże, sięga wielu lat wstecz i rzeczywiście wpływa na to, jak na siebie patrzą. Alice ma powody, żeby nienawidzić Dominica. Dominic ma swoje powody, żeby nienawidzić Alice. A my stopniowo odkrywamy, co tak naprawdę wydarzyło się między nimi.

Oczywiście wszystko robi się jeszcze ciekawsze, kiedy w grę wchodzi wspomniany układ. Bo czy Alice naprawdę wytrzyma, będąc gosposią Dominica? I to właściwie gosposią na „smyczy”? Czy to na pewno tylko przenośnia? Nie będę zdradzać szczegółów, ale Kyra Parsi bardzo dobrze wie, jak wykorzystać absurdalność niektórych sytuacji i wycisnąć z nich maksimum humoru.

Pod tą całą komediową warstwą kryje się jednak coś więcej. Alice i Dominic nie są sobie obojętni i chyba nigdy tak naprawdę nie byli. Ich wspólna przeszłość sprawia, że oprócz złości jest między nimi również żal za tym, co stracili. Z czasem coraz wyraźniej widać, że granica między nienawiścią a zupełnie innym uczuciem robi się niebezpiecznie cienka. A kiedy dochodzi do tego chemia między bohaterami… robi się naprawdę gorąco.

Książkę przeczytałam w dwa dni, ale właściwie nie spodziewałam się niczego innego. Podobnie było z „Jak poskromić diabła” i „Jak rozkochać gbura”. Romanse Kyry Parsi po prostu połyka się w całości. Jej humor jest bardzo charakterystyczny i myślę, że tutaj zasada jest prosta: albo poczujesz ten vibe i wejdziesz w ten trochę szalony świat bez zastanowienia, albo szybko zorientujesz się, że to nie dla ciebie. Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy.

Podoba mi się również to, że książki z tego uniwersum można czytać niezależnie. Oczywiście pojawiają się bohaterowie znani z poprzednich części i dla osób, które je czytały, jest to dodatkowa przyjemność, ale bez ich znajomości spokojnie można odnaleźć się w historii. Mimo wszystko zachęcam, żeby zacząć od „Jak poskromić diabła”, później sięgnąć po „Jak rozkochać gbura”, a „Jak usidlić wroga” zostawić sobie na koniec. Wtedy spotkania ze znanymi już bohaterami dają jeszcze więcej frajdy.

Kyra Parsi po raz kolejny mnie nie zawiodła. Dostałam enemies to lovers z prawdziwego zdarzenia, mnóstwo przekomarzanek, absurdalnie zabawne sytuacje, świetną chemię i odpowiednią dawkę spice'u. Jeśli macie ochotę na pikantny romans, przy którym będziecie się śmiać, irytować na bohaterów, a chwilę później im kibicować – zdecydowanie warto.

Ja już wiem jedno: jeśli Kyra Parsi napisze kolejną książkę w tym uniwersum, nie będę potrzebowała opisu. I tak ją przeczytam. 

wtorek, września 01, 2026

Wild Card - Elsie Silver znowu dowiozła



Autorka: Elsie Silver

Wydawnictwo Niezwykłe

Uwielbiam Elsie Silver za poczucie humoru, za postacie, które kreuje i za fabuły, które może czasem są schematyczne, ale zawsze poprawiają mi nastrój. Gdy sięgam po jej książki, wiem, czego się spodziewać, a jednocześnie za każdym razem chcę więcej. Jej romanse mają w sobie dokładnie tę mieszankę, którą lubię najbardziej – dużo chemii, emocji, bohaterów, do których szybko się przywiązuję, i relacje, dla których jestem w stanie zarwać noc.

Tę książkę kupiłam przede wszystkim ze względu na age gap, jeden z moich ulubionych motywów. Kiedy dodatkowo dowiedziałam się, że Sebastian jest ojcem byłego chłopaka głównej bohaterki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Bo przecież duża różnica wieku najwyraźniej nie była wystarczającą komplikacją.

Sebastian Rousseau jest pilotem, samotnym ojcem i mężczyzną, który zdecydowanie nie powinien interesować Raven. Problem w tym, że interesuje. I to bardzo. Ich pierwsze spotkanie jest przypadkowe i wtedy jeszcze żadne z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo ich życia są ze sobą powiązane. Dopiero później wychodzi na jaw, że Sebastian jest ojcem jej byłego chłopaka. Mogliby więc uznać, że najlepiej o wszystkim zapomnieć i każde powinno pójść w swoją stronę. Przez jakiś czas nawet im się to udaje.

Rok później los ponownie stawia ich na swojej drodze i tym razem sprawia, że zamieszkują pod jednym dachem. A wiadomo, że jeśli dwoje ludzi, którzy zdecydowanie nie powinni się w sobie zakochać, trafia do jednego domu, nic dobrego – albo właśnie bardzo dobrego – nie może z tego wyniknąć.

Najbardziej podobało mi się tutaj napięcie między Raven i Sebastianem. Oboje wiedzą, że przekroczenie granicy może skomplikować właściwie wszystko, szczególnie że Sebastian próbuje naprawić relację z synem. Ich uczucie nie istnieje więc w próżni. Każda decyzja może kogoś zranić, a bohaterowie mają świadomość konsekwencji, nawet jeśli coraz trudniej jest im ignorować to, co do siebie czują.

I właśnie ten motyw „nie powinniśmy, ale bardzo chcemy” kupił mnie całkowicie. Elsie Silver naprawdę dobrze radzi sobie z budowaniem chemii między bohaterami. Są spojrzenia, drobne gesty, przekomarzanie się, zazdrość i coraz bardziej oczywiste przyciąganie. Im bardziej Raven i Sebastian próbują wmówić sobie, że nic między nimi nie może się wydarzyć, tym bardziej wiadomo, w jakim kierunku to wszystko zmierza. I ja absolutnie nie miałam nic przeciwko.

Sebastian bardzo szybko stał się jednym z tych bohaterów, dla których czytam romanse. Jest naburmuszony, momentami trudny, opiekuńczy i ma w sobie tę energię starszego, doświadczonego faceta, która przy motywie age gap robi dokładnie to, co powinna. Jednocześnie nie jest wyłącznie „seksownym pilotem”, chociaż oczywiście ten element zdecydowanie nie przeszkadza. Jego relacja z synem i próby naprawienia popełnionych wcześniej błędów sprawiają, że dostajemy bohatera z bagażem, który rzeczywiście wpływa na jego decyzje.

Raven z kolei nie jest bohaterką, która daje się całkowicie zdominować jego osobowości. Potrafi mu odpowiedzieć, postawić na swoim i namieszać w jego uporządkowanym świecie. Dzięki temu ich dynamika działa jeszcze lepiej, bo poza fizycznym przyciąganiem naprawdę czuć między nimi więź.

Czy wszystko w tej historii jest realistyczne? Pewnie nie. Czy momentami dokładnie wiedziałam, co wydarzy się za chwilę? Oczywiście. Ale w przypadku Elsie Silver zupełnie mi to nie przeszkadza. Nie sięgam po jej książki po to, żeby autorka wywróciła romans do góry nogami. Sięgam po nie dla emocji, bohaterów i tej charakterystycznej przyjemności z czytania, którą potrafi mi zapewnić.

Dostałam więc age gap, zakazane uczucie, wspólne mieszkanie, mnóstwo napięcia i bohatera, który jest seksownym pilotem. Naprawdę trudno było mnie tutaj unieszczęśliwić.

Elsie Silver po raz kolejny dała mi dokładnie to, czego od niej oczekiwałam – romans, przy którym świetnie się bawiłam i którego bohaterom kibicowałam, nawet jeśli doskonale wiedziałam, że pakują się w ogromne kłopoty. Schematycznie? Być może. Ale jeśli wszystkie schematy smakowałyby tak dobrze, mogę czytać je bez końca.

Post nie powstał we współpracy