wtorek, września 01, 2026

Wild Card - Elsie Silver znowu dowiozła



Autorka: Elsie Silver

Wydawnictwo Niezwykłe

Uwielbiam Elsie Silver za poczucie humoru, za postacie, które kreuje i za fabuły, które może czasem są schematyczne, ale zawsze poprawiają mi nastrój. Gdy sięgam po jej książki, wiem, czego się spodziewać, a jednocześnie za każdym razem chcę więcej. Jej romanse mają w sobie dokładnie tę mieszankę, którą lubię najbardziej – dużo chemii, emocji, bohaterów, do których szybko się przywiązuję, i relacje, dla których jestem w stanie zarwać noc.

Tę książkę kupiłam przede wszystkim ze względu na age gap, jeden z moich ulubionych motywów. Kiedy dodatkowo dowiedziałam się, że Sebastian jest ojcem byłego chłopaka głównej bohaterki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Bo przecież duża różnica wieku najwyraźniej nie była wystarczającą komplikacją.

Sebastian Rousseau jest pilotem, samotnym ojcem i mężczyzną, który zdecydowanie nie powinien interesować Raven. Problem w tym, że interesuje. I to bardzo. Ich pierwsze spotkanie jest przypadkowe i wtedy jeszcze żadne z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo ich życia są ze sobą powiązane. Dopiero później wychodzi na jaw, że Sebastian jest ojcem jej byłego chłopaka. Mogliby więc uznać, że najlepiej o wszystkim zapomnieć i każde powinno pójść w swoją stronę. Przez jakiś czas nawet im się to udaje.

Rok później los ponownie stawia ich na swojej drodze i tym razem sprawia, że zamieszkują pod jednym dachem. A wiadomo, że jeśli dwoje ludzi, którzy zdecydowanie nie powinni się w sobie zakochać, trafia do jednego domu, nic dobrego – albo właśnie bardzo dobrego – nie może z tego wyniknąć.

Najbardziej podobało mi się tutaj napięcie między Raven i Sebastianem. Oboje wiedzą, że przekroczenie granicy może skomplikować właściwie wszystko, szczególnie że Sebastian próbuje naprawić relację z synem. Ich uczucie nie istnieje więc w próżni. Każda decyzja może kogoś zranić, a bohaterowie mają świadomość konsekwencji, nawet jeśli coraz trudniej jest im ignorować to, co do siebie czują.

I właśnie ten motyw „nie powinniśmy, ale bardzo chcemy” kupił mnie całkowicie. Elsie Silver naprawdę dobrze radzi sobie z budowaniem chemii między bohaterami. Są spojrzenia, drobne gesty, przekomarzanie się, zazdrość i coraz bardziej oczywiste przyciąganie. Im bardziej Raven i Sebastian próbują wmówić sobie, że nic między nimi nie może się wydarzyć, tym bardziej wiadomo, w jakim kierunku to wszystko zmierza. I ja absolutnie nie miałam nic przeciwko.

Sebastian bardzo szybko stał się jednym z tych bohaterów, dla których czytam romanse. Jest naburmuszony, momentami trudny, opiekuńczy i ma w sobie tę energię starszego, doświadczonego faceta, która przy motywie age gap robi dokładnie to, co powinna. Jednocześnie nie jest wyłącznie „seksownym pilotem”, chociaż oczywiście ten element zdecydowanie nie przeszkadza. Jego relacja z synem i próby naprawienia popełnionych wcześniej błędów sprawiają, że dostajemy bohatera z bagażem, który rzeczywiście wpływa na jego decyzje.

Raven z kolei nie jest bohaterką, która daje się całkowicie zdominować jego osobowości. Potrafi mu odpowiedzieć, postawić na swoim i namieszać w jego uporządkowanym świecie. Dzięki temu ich dynamika działa jeszcze lepiej, bo poza fizycznym przyciąganiem naprawdę czuć między nimi więź.

Czy wszystko w tej historii jest realistyczne? Pewnie nie. Czy momentami dokładnie wiedziałam, co wydarzy się za chwilę? Oczywiście. Ale w przypadku Elsie Silver zupełnie mi to nie przeszkadza. Nie sięgam po jej książki po to, żeby autorka wywróciła romans do góry nogami. Sięgam po nie dla emocji, bohaterów i tej charakterystycznej przyjemności z czytania, którą potrafi mi zapewnić.

Dostałam więc age gap, zakazane uczucie, wspólne mieszkanie, mnóstwo napięcia i bohatera, który jest seksownym pilotem. Naprawdę trudno było mnie tutaj unieszczęśliwić.

Elsie Silver po raz kolejny dała mi dokładnie to, czego od niej oczekiwałam – romans, przy którym świetnie się bawiłam i którego bohaterom kibicowałam, nawet jeśli doskonale wiedziałam, że pakują się w ogromne kłopoty. Schematycznie? Być może. Ale jeśli wszystkie schematy smakowałyby tak dobrze, mogę czytać je bez końca.

Post nie powstał we współpracy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz.
Nie bawie się w obs za obs, ale wchodzę na blogi obserwujących i komentuje(obserwuje jesli mi się podobają i jestem stałym czytelnikiem)

wtorek, września 01, 2026

Wild Card - Elsie Silver znowu dowiozła



Autorka: Elsie Silver

Wydawnictwo Niezwykłe

Uwielbiam Elsie Silver za poczucie humoru, za postacie, które kreuje i za fabuły, które może czasem są schematyczne, ale zawsze poprawiają mi nastrój. Gdy sięgam po jej książki, wiem, czego się spodziewać, a jednocześnie za każdym razem chcę więcej. Jej romanse mają w sobie dokładnie tę mieszankę, którą lubię najbardziej – dużo chemii, emocji, bohaterów, do których szybko się przywiązuję, i relacje, dla których jestem w stanie zarwać noc.

Tę książkę kupiłam przede wszystkim ze względu na age gap, jeden z moich ulubionych motywów. Kiedy dodatkowo dowiedziałam się, że Sebastian jest ojcem byłego chłopaka głównej bohaterki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Bo przecież duża różnica wieku najwyraźniej nie była wystarczającą komplikacją.

Sebastian Rousseau jest pilotem, samotnym ojcem i mężczyzną, który zdecydowanie nie powinien interesować Raven. Problem w tym, że interesuje. I to bardzo. Ich pierwsze spotkanie jest przypadkowe i wtedy jeszcze żadne z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo ich życia są ze sobą powiązane. Dopiero później wychodzi na jaw, że Sebastian jest ojcem jej byłego chłopaka. Mogliby więc uznać, że najlepiej o wszystkim zapomnieć i każde powinno pójść w swoją stronę. Przez jakiś czas nawet im się to udaje.

Rok później los ponownie stawia ich na swojej drodze i tym razem sprawia, że zamieszkują pod jednym dachem. A wiadomo, że jeśli dwoje ludzi, którzy zdecydowanie nie powinni się w sobie zakochać, trafia do jednego domu, nic dobrego – albo właśnie bardzo dobrego – nie może z tego wyniknąć.

Najbardziej podobało mi się tutaj napięcie między Raven i Sebastianem. Oboje wiedzą, że przekroczenie granicy może skomplikować właściwie wszystko, szczególnie że Sebastian próbuje naprawić relację z synem. Ich uczucie nie istnieje więc w próżni. Każda decyzja może kogoś zranić, a bohaterowie mają świadomość konsekwencji, nawet jeśli coraz trudniej jest im ignorować to, co do siebie czują.

I właśnie ten motyw „nie powinniśmy, ale bardzo chcemy” kupił mnie całkowicie. Elsie Silver naprawdę dobrze radzi sobie z budowaniem chemii między bohaterami. Są spojrzenia, drobne gesty, przekomarzanie się, zazdrość i coraz bardziej oczywiste przyciąganie. Im bardziej Raven i Sebastian próbują wmówić sobie, że nic między nimi nie może się wydarzyć, tym bardziej wiadomo, w jakim kierunku to wszystko zmierza. I ja absolutnie nie miałam nic przeciwko.

Sebastian bardzo szybko stał się jednym z tych bohaterów, dla których czytam romanse. Jest naburmuszony, momentami trudny, opiekuńczy i ma w sobie tę energię starszego, doświadczonego faceta, która przy motywie age gap robi dokładnie to, co powinna. Jednocześnie nie jest wyłącznie „seksownym pilotem”, chociaż oczywiście ten element zdecydowanie nie przeszkadza. Jego relacja z synem i próby naprawienia popełnionych wcześniej błędów sprawiają, że dostajemy bohatera z bagażem, który rzeczywiście wpływa na jego decyzje.

Raven z kolei nie jest bohaterką, która daje się całkowicie zdominować jego osobowości. Potrafi mu odpowiedzieć, postawić na swoim i namieszać w jego uporządkowanym świecie. Dzięki temu ich dynamika działa jeszcze lepiej, bo poza fizycznym przyciąganiem naprawdę czuć między nimi więź.

Czy wszystko w tej historii jest realistyczne? Pewnie nie. Czy momentami dokładnie wiedziałam, co wydarzy się za chwilę? Oczywiście. Ale w przypadku Elsie Silver zupełnie mi to nie przeszkadza. Nie sięgam po jej książki po to, żeby autorka wywróciła romans do góry nogami. Sięgam po nie dla emocji, bohaterów i tej charakterystycznej przyjemności z czytania, którą potrafi mi zapewnić.

Dostałam więc age gap, zakazane uczucie, wspólne mieszkanie, mnóstwo napięcia i bohatera, który jest seksownym pilotem. Naprawdę trudno było mnie tutaj unieszczęśliwić.

Elsie Silver po raz kolejny dała mi dokładnie to, czego od niej oczekiwałam – romans, przy którym świetnie się bawiłam i którego bohaterom kibicowałam, nawet jeśli doskonale wiedziałam, że pakują się w ogromne kłopoty. Schematycznie? Być może. Ale jeśli wszystkie schematy smakowałyby tak dobrze, mogę czytać je bez końca.

Post nie powstał we współpracy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz.
Nie bawie się w obs za obs, ale wchodzę na blogi obserwujących i komentuje(obserwuje jesli mi się podobają i jestem stałym czytelnikiem)