Autorka: Felicia Kingsley
Wydawnictwo: OMG Books
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Felicii Kingsley i już na wstępie zdradzę, że zamówiłam dwie kolejne powieści autorki. Także było warto zaczytać się w „Spotkajmy się w Central Parku”.
Tym razem trafiamy do Nowego Jorku, a dokładniej do świata wielkiego wydawnictwa, w którym ambicje, rywalizacja i bestsellerowe książki są na porządku dziennym. Knight Underwood ma właściwie wszystko, czego mógłby sobie zażyczyć. Przystojny, pewny siebie, odnoszący sukcesy redaktor i autor bestsellerów jest przekonany, że awans na dyrektora wydawnictwa Pageturner ma już właściwie w kieszeni. Do czasu, aż w windzie spotyka Victorię.
Początkowo Knight jest przekonany, że ma do czynienia z jego nową asystentką. Szybko okazuje się jednak, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Victoria nie tylko nie będzie wykonywać jego poleceń, ale sama zostanie jego szefową. I zdecydowanie nie zamierza pozwolić mu wejść sobie na głowę.
Ich relacja od początku jest pełna tarć, wzajemnych docinków i sytuacji, przy których trudno powstrzymać uśmiech. Nie jest to jednak kolejny romans, w którym bohaterowie od pierwszych stron wiedzą, czego chcą. Tutaj potrzeba czasu, żeby zaczęli naprawdę się poznawać. A im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej ignorować chemię, która pojawia się między nimi.
Najbardziej podobało mi się jednak to, że romans nie jest jedynym elementem tej historii. Kingsley zabiera nas za kulisy wydawnictwa, pokazując świat pełen ambicji, presji, walki o pozycję i oczywiście książek. Dla osoby, która sama zawodowo jest związana z branżą wydawniczą, było to dodatkowo ciekawe doświadczenie. Z przyjemnością obserwowałam zarówno relację Knighta i Victorii, jak i to, co dzieje się w Pageturner.
Do tego dochodzi tajemnica, którą bohaterowie próbują ukryć, oraz walka o uratowanie wydawnictwa przed upadkiem. Dzięki temu historia nie skupia się wyłącznie na uczuciach. Cały czas coś się dzieje, a kolejne wydarzenia sprawiają, że chciałam czytać jeszcze jeden rozdział. I jeszcze jeden. A potem nagle okazywało się, że jest druga w nocy.
„Spotkajmy się w Central Parku” okazało się dla mnie bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Lekka, zabawna i romantyczna historia, która potrafiła mnie wciągnąć, ale jednocześnie nie była pozbawiona fabularnego tła. Kingsley stworzyła bohaterów, których po prostu chce się obserwować, a ich relacja dostarczyła mi dokładnie tej dawki emocji, której oczekuję od dobrego romansu.
I chyba najlepszym podsumowaniem będzie fakt, że po skończeniu książki od razu zamówiłam dwie kolejne powieści autorki. Myślę, że to mówi samo za siebie.
Post nie powstał we współpracy z wydawnictwem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję serdecznie za każdy komentarz.
Nie bawie się w obs za obs, ale wchodzę na blogi obserwujących i komentuje(obserwuje jesli mi się podobają i jestem stałym czytelnikiem)