poniedziałek, września 28, 2026

W końcu przeczytałam „The Love Hypothesis” [recenzja]



Autorka: Ali Hazelwood

Wydawnictwo Muza

Są takie książki, które przez długi czas przewijają mi się przed oczami i przez to zaczynam podchodzić do nich z coraz większą ostrożnością. Bo skoro wszyscy zachwycają się Adamem Carlsenem, fake datingiem i chemią między bohaterami, to czy naprawdę może być aż tak dobrze? No cóż. W tym przypadku zdecydowanie mogło.

Najbardziej kupiła mnie Olive. Uwielbiam bohaterki inteligentne i ambitne, ale jednocześnie nieidealne, trochę pogubione i potrafiące skomplikować sobie życie przez własne decyzje. Olive jest świetną naukowczynią, a przy tym ma w sobie mnóstwo niepewności, za dużo analizuje i nie zawsze potrafi dostrzec to, co dla czytelnika staje się oczywiste znacznie wcześniej. I właśnie dzięki temu wydawała mi się bardzo ludzka. Nie jest wykreowaną na siłę „silną bohaterką”. Ma swoje ambicje, kompleksy, lęki i momenty, kiedy zwyczajnie nie wie, co zrobić.

A co z tym Adamem? 

Gburowaty, sztywny, prawie nie żartujący. Czy można dla niego stracić głowę? ZDECYDOWANIE.

 Początkowo poznajemy go jako postrach Stanfordu: chłodnego, wymagającego i zdecydowanie niezbyt sympatycznego wykładowcę. Tym przyjemniej obserwuje się, jak przy Olive powoli odsłania zupełnie inną stronę swojej osobowości.

Ale chemia między nimi! Właśnie dla takiego napięcia czytam romanse, zresztą dobrze to wiecie. Powtarzam, jak ważna jest chemia, bo bez niej bohaterowie są miałcy. Fake dating jako motyw bardzo mi odpowiada, dodatkowo daje bohaterom mnóstwo pretekstów do bliskości, której oboje uparcie próbują nadać zupełnie niewinne znaczenie. 

Ogromnym plusem jest też dla mnie akademickie tło. Wiem, że to nie przypadek. Autorka sama jest pracownicą uczelni i spędza czas w takich miejscach. Laboratoria, badania, konferencje, doktorat i cała specyfika świata nauki nie są wyłącznie dekoracją dla romansu. Olive ma własne cele i marzenia, a jej życie nie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy pojawia się w nim mężczyzna. Szczególnie doceniłam wątek jej kariery, bo dzięki niemu dostajemy również poważniejsze momenty dotyczące pozycji młodych naukowców i zależności panujących w środowisku akademickim.

„The Love Hypothesis” ma oczywiście wszystko, czego można spodziewać się po współczesnym romansie: znajome tropy, trochę nieporozumień, humor i momenty, w których chciałoby się potrząsnąć bohaterką i powiedzieć: OLIVE, BŁAGAM, SPÓJRZ NA TEGO CZŁOWIEKA. 

Po prostu świetnie się bawiłam. Dostałam bohaterkę, którą naprawdę polubiłam, Adama, którego fenomen już rozumiem, i relację, której rozwój śledziłam z ogromną przyjemnością.

Czy jest to hipoteza miłości? Dla mnie eksperyment zdecydowanie zakończył się sukcesem.


Post nie powstał we współpracy z wydawnictwem 

1 komentarz:

  1. Myślę, że i ja świetni bym się bawiła podczas lektury tej książki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz.
Nie bawie się w obs za obs, ale wchodzę na blogi obserwujących i komentuje(obserwuje jesli mi się podobają i jestem stałym czytelnikiem)

poniedziałek, września 28, 2026

W końcu przeczytałam „The Love Hypothesis” [recenzja]



Autorka: Ali Hazelwood

Wydawnictwo Muza

Są takie książki, które przez długi czas przewijają mi się przed oczami i przez to zaczynam podchodzić do nich z coraz większą ostrożnością. Bo skoro wszyscy zachwycają się Adamem Carlsenem, fake datingiem i chemią między bohaterami, to czy naprawdę może być aż tak dobrze? No cóż. W tym przypadku zdecydowanie mogło.

Najbardziej kupiła mnie Olive. Uwielbiam bohaterki inteligentne i ambitne, ale jednocześnie nieidealne, trochę pogubione i potrafiące skomplikować sobie życie przez własne decyzje. Olive jest świetną naukowczynią, a przy tym ma w sobie mnóstwo niepewności, za dużo analizuje i nie zawsze potrafi dostrzec to, co dla czytelnika staje się oczywiste znacznie wcześniej. I właśnie dzięki temu wydawała mi się bardzo ludzka. Nie jest wykreowaną na siłę „silną bohaterką”. Ma swoje ambicje, kompleksy, lęki i momenty, kiedy zwyczajnie nie wie, co zrobić.

A co z tym Adamem? 

Gburowaty, sztywny, prawie nie żartujący. Czy można dla niego stracić głowę? ZDECYDOWANIE.

 Początkowo poznajemy go jako postrach Stanfordu: chłodnego, wymagającego i zdecydowanie niezbyt sympatycznego wykładowcę. Tym przyjemniej obserwuje się, jak przy Olive powoli odsłania zupełnie inną stronę swojej osobowości.

Ale chemia między nimi! Właśnie dla takiego napięcia czytam romanse, zresztą dobrze to wiecie. Powtarzam, jak ważna jest chemia, bo bez niej bohaterowie są miałcy. Fake dating jako motyw bardzo mi odpowiada, dodatkowo daje bohaterom mnóstwo pretekstów do bliskości, której oboje uparcie próbują nadać zupełnie niewinne znaczenie. 

Ogromnym plusem jest też dla mnie akademickie tło. Wiem, że to nie przypadek. Autorka sama jest pracownicą uczelni i spędza czas w takich miejscach. Laboratoria, badania, konferencje, doktorat i cała specyfika świata nauki nie są wyłącznie dekoracją dla romansu. Olive ma własne cele i marzenia, a jej życie nie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy pojawia się w nim mężczyzna. Szczególnie doceniłam wątek jej kariery, bo dzięki niemu dostajemy również poważniejsze momenty dotyczące pozycji młodych naukowców i zależności panujących w środowisku akademickim.

„The Love Hypothesis” ma oczywiście wszystko, czego można spodziewać się po współczesnym romansie: znajome tropy, trochę nieporozumień, humor i momenty, w których chciałoby się potrząsnąć bohaterką i powiedzieć: OLIVE, BŁAGAM, SPÓJRZ NA TEGO CZŁOWIEKA. 

Po prostu świetnie się bawiłam. Dostałam bohaterkę, którą naprawdę polubiłam, Adama, którego fenomen już rozumiem, i relację, której rozwój śledziłam z ogromną przyjemnością.

Czy jest to hipoteza miłości? Dla mnie eksperyment zdecydowanie zakończył się sukcesem.


Post nie powstał we współpracy z wydawnictwem 

1 komentarz:

  1. Myślę, że i ja świetni bym się bawiła podczas lektury tej książki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz.
Nie bawie się w obs za obs, ale wchodzę na blogi obserwujących i komentuje(obserwuje jesli mi się podobają i jestem stałym czytelnikiem)