poniedziałek, kwietnia 30, 2018

Ogarnij się i żyć bez kompleksów [recenzja]


Autor: Corcoles Raquel
Opis: Czy podobnie jak większość z nas z obawą zerkasz w lustro, targana przez dziesiątki wątpliwości? Wypatrujesz cellulitu, dodatkowych kilogramów, suchej skóry, sińców pod oczami, rozdwojonych końcówek… i bezradnie obserwujesz, jak z pięknej kobiety zmieniasz się w jeden wielki kompleks.
Dość tego! Zespół ekspertów z tej książki pomoże ci zadbać o siebie od środka i na zewnątrz. Przede wszystkim jednak nauczysz się patrzeć na siebie inaczej. Zaufaj radom stylisty, psychologa i specjalisty dietetyka i poznaj 21-dniowy plan działania, a w nim:
ćwiczenia, które poprawią twój wygląd i samopoczucie,
porady dotyczące stylu,
listy superfoods,
wskazówki, jak być wspaniałą niedoskonałą,
i wiele innych!
Sama zobaczysz, jak szybko twoje kompleksy znikną, a ty będziesz znowu cieszyć się życiem!

Prawie każdy z nas je ma lub miał. Borykamy się z kompleksami od lat i nie umiemy pozbyć. Osadzone głęboko w naszej głowie nie pozwalają spojrzeć na nas zdrowo i w normalny sposób. Zawsze ta niewygodna część ciała będzie dla nas wyolbrzymiona.
A może nie zawsze tak być musi?
Kompleksy nabywamy z wiekiem, więc nie są one cechami wrodzonymi. Możemy się ich pozbyć, pracując nad ciałem i psychiką. Zwłaszcza nad psychiką. Przecież nie zmienimy rys twarzy, ani rozmiaru stopy, czy nie dodamy sobie wzrostu. Ogarnij się i żyj bez kompleksów to bardzo dobrze wydany poradnik, który opisuje rzeczywiste problemy osób, bo prywatnie znam kilkoro ludzi z takimi objawami. Autorka próbuje potrząsnąć nami i pokazać, że istnieje problem, a jeśli za daleko zabrnął, to potrzeba jest specjalisty. 
Kompleksy to nie jest przelotni kłopot, czasem doprowadza do ogromnych problemów zdrowotnych. Nie można tego bagatelizować, bo kiedyś będzie za późno. Akceptacja siebie jest ważna, a poradnik, który trzymam w rękach, jest stworzony dla ludzi, którzy nie radzą sobie z tym i naprawdę, uważam, że może w jakiś sposób rozjaśnić w umyśle, zmotywować do działania, bo czasem tylko tego nam potrzeba. Nie sądzę, że pomoże pozbyć się kompleksów, nie jest aż tak dobry, ale chociaż na moment zapali w człowieku chęć do działania i może to będzie wystarczający start do zmian.
Nie ma ideałów. Nie ma ludzi idealnych, nawet ci, którzy nam się wydają nimi, mają problemy i może sami siebie nie akceptują. Tego nie wiemy. Nie każdemu się będziemy podobać, ale i nie każdy spodoba się nam, bo tak działa natura. Po co więc wpasowywać się w schematy? 
Nawet jeśli nie macie problemów z kompleksami, możecie przeczytać tę książkę i sprawdzić, czy widzicie podobne objawy u przyjaciółki, czy siostry. Sądzę, że istnieje dużo różnych i lepszych poradników na ten temat, ale ten według mnie nie jest najgorszy i może pomóc ruszyć człowieku z miejsca, a potem będzie szukał pomocy już dalej. 

Za książkę dziękuję księgarni:
Znalezione obrazy dla zapytania dadada

sobota, kwietnia 28, 2018

dlaczego piszę? [o mnie]


Radość pisania. 
Możność utrwalania. 
Zemsta ręki śmiertelnej. ~Wisława Szymborska 
Piszę ten post pod wpływem chwili. Ostatnio kolega zapytał mnie "czemu napisałam książkę"? Przez chwilę nie rozumiałam skąd takie pytanie. Wydawało mi się bardzo logiczne, więc odpowiedziałam "bo lubię pisać". Potem wróciłam do domu i zastanowiłam się czemu właściwie piszę książki. 
Wiele książek nie ujrzy światła dziennego, zakopane na dysku o dawnych datach. Za sobą mam także wiele fanfictions, udanych, czy mniej udanych, zostawionych na Wattpadzie, gdzie żyją z błędami, ale często są czytane. Po co to robię? Dla czytelników? 
Zaczęłam pisać, bo wydawało mi się to fajne, bo było na modzie i duża część fandomu One Direction, w którym byłam, tworzyło historie z członkami zespołu. Uznałam, że to ciekawe i ja też chcę spróbować. Nie mając wprawy, nie znając się na tym, założyłam bloga i publikowałam, uwierzcie mi, okropne opowiadania, ale za to czytane. Wydawało mi się, że skoro mam publiczność (nikłą), to muszę to robić. Z czasem pisałam pod czytelnika. Jeśli popularny był temat BAD BOYÓW, to takie tworzyłam fanfictions. Jeśli popularne było, aby był wątek jak w 50 Twarzach Greya, to i takie się zdarzały. I wtedy czytelników było więcej. 
Ale z perspektywy czasu prawie nie pamiętam tych opowiadań, bo nie byłam z nimi związana. Zostały napisane dla liczby i komentarzy. Już dawno przeszło mi takie tworzenie, bo do niczego nie prowadziło. W końcu postanowiłam na pisanie czegoś, co rzeczywiście będzie dla mnie ważne, rezygnując z popularnych schematów. Oczywiście, schematy w moich powieściach są, ale chodziło mi o to, że nie szłam uparcie w kierunku np. badboyów, czy tematyki uczennica-nauczyciel, a uwierzcie, swojego czasu każdy chciał czytać takie historie. Statystki podupadły, ale zostali ci, którzy rzeczywiście chcieli mnie wspierać. I tak powoli rosła grupa czytelników, aż teraz mam ich dość sporą liczbę na Wattpadzie. Rzadko coś tam wstawiam, bo teraz skupiam się na pisaniu drugiej książki, którą zamierzam wydać, ale jednak czytelnicy wciąż tam są.
Więc dlaczego tak naprawdę piszę?
Piszę, żeby przelać te setki pomysłów, które kłębią mi się w głowie. Ciężko jest wyrzucić pomysł, który zaczyna się przeradzać w fabułę. Mój umysł wtedy żyje tylko tym. Ile razy pisałam do koleżanek z prośbą, aby mi pomogły ułożyć dokładny koncept, bo wena nie chciała mnie opuścić? Bardzo często zaczynam coś i nie kończę, bo nagle brakuje dalszego pomysłu. Czasem do tego wracam, czasem nie. 
Piszę, żeby stworzyć swój własny świat i móc wczuć się w losy bohaterów. Kierować ich myślami, działać nimi. To trochę jak gra w Simsy. Daje dużo radości, ale uwierzcie, daje też dużo smutku. Nieraz płakałam, pisząc smutny fragment, a moje serce było pęknięte. I to ja jestem autorką, a potrafię sama sobie wyrządzać krzywdę, kierując postaciami. 
Pisanie daje wolność i rozrywkę, jest częścią mojego życia, jest moim ogromnym hobby. Potrzebuję to robić, aby w głowie było choć trochę wolnego miejsca. Chciałabym, aby to, co piszę, trafiło do innych i podobało się, ale wszystko małymi krokami. Każdego dnia pracuję nad warsztatem pisarskim i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.

Piszecie do szuflady? A może tak na poważnie? Jeśli nie, to jakie jest wasze hobby, któremu potraficie się oddać?

poniedziałek, kwietnia 30, 2018

Ogarnij się i żyć bez kompleksów [recenzja]


Autor: Corcoles Raquel
Opis: Czy podobnie jak większość z nas z obawą zerkasz w lustro, targana przez dziesiątki wątpliwości? Wypatrujesz cellulitu, dodatkowych kilogramów, suchej skóry, sińców pod oczami, rozdwojonych końcówek… i bezradnie obserwujesz, jak z pięknej kobiety zmieniasz się w jeden wielki kompleks.
Dość tego! Zespół ekspertów z tej książki pomoże ci zadbać o siebie od środka i na zewnątrz. Przede wszystkim jednak nauczysz się patrzeć na siebie inaczej. Zaufaj radom stylisty, psychologa i specjalisty dietetyka i poznaj 21-dniowy plan działania, a w nim:
ćwiczenia, które poprawią twój wygląd i samopoczucie,
porady dotyczące stylu,
listy superfoods,
wskazówki, jak być wspaniałą niedoskonałą,
i wiele innych!
Sama zobaczysz, jak szybko twoje kompleksy znikną, a ty będziesz znowu cieszyć się życiem!

Prawie każdy z nas je ma lub miał. Borykamy się z kompleksami od lat i nie umiemy pozbyć. Osadzone głęboko w naszej głowie nie pozwalają spojrzeć na nas zdrowo i w normalny sposób. Zawsze ta niewygodna część ciała będzie dla nas wyolbrzymiona.
A może nie zawsze tak być musi?
Kompleksy nabywamy z wiekiem, więc nie są one cechami wrodzonymi. Możemy się ich pozbyć, pracując nad ciałem i psychiką. Zwłaszcza nad psychiką. Przecież nie zmienimy rys twarzy, ani rozmiaru stopy, czy nie dodamy sobie wzrostu. Ogarnij się i żyj bez kompleksów to bardzo dobrze wydany poradnik, który opisuje rzeczywiste problemy osób, bo prywatnie znam kilkoro ludzi z takimi objawami. Autorka próbuje potrząsnąć nami i pokazać, że istnieje problem, a jeśli za daleko zabrnął, to potrzeba jest specjalisty. 
Kompleksy to nie jest przelotni kłopot, czasem doprowadza do ogromnych problemów zdrowotnych. Nie można tego bagatelizować, bo kiedyś będzie za późno. Akceptacja siebie jest ważna, a poradnik, który trzymam w rękach, jest stworzony dla ludzi, którzy nie radzą sobie z tym i naprawdę, uważam, że może w jakiś sposób rozjaśnić w umyśle, zmotywować do działania, bo czasem tylko tego nam potrzeba. Nie sądzę, że pomoże pozbyć się kompleksów, nie jest aż tak dobry, ale chociaż na moment zapali w człowieku chęć do działania i może to będzie wystarczający start do zmian.
Nie ma ideałów. Nie ma ludzi idealnych, nawet ci, którzy nam się wydają nimi, mają problemy i może sami siebie nie akceptują. Tego nie wiemy. Nie każdemu się będziemy podobać, ale i nie każdy spodoba się nam, bo tak działa natura. Po co więc wpasowywać się w schematy? 
Nawet jeśli nie macie problemów z kompleksami, możecie przeczytać tę książkę i sprawdzić, czy widzicie podobne objawy u przyjaciółki, czy siostry. Sądzę, że istnieje dużo różnych i lepszych poradników na ten temat, ale ten według mnie nie jest najgorszy i może pomóc ruszyć człowieku z miejsca, a potem będzie szukał pomocy już dalej. 

Za książkę dziękuję księgarni:
Znalezione obrazy dla zapytania dadada

sobota, kwietnia 28, 2018

dlaczego piszę? [o mnie]


Radość pisania. 
Możność utrwalania. 
Zemsta ręki śmiertelnej. ~Wisława Szymborska 
Piszę ten post pod wpływem chwili. Ostatnio kolega zapytał mnie "czemu napisałam książkę"? Przez chwilę nie rozumiałam skąd takie pytanie. Wydawało mi się bardzo logiczne, więc odpowiedziałam "bo lubię pisać". Potem wróciłam do domu i zastanowiłam się czemu właściwie piszę książki. 
Wiele książek nie ujrzy światła dziennego, zakopane na dysku o dawnych datach. Za sobą mam także wiele fanfictions, udanych, czy mniej udanych, zostawionych na Wattpadzie, gdzie żyją z błędami, ale często są czytane. Po co to robię? Dla czytelników? 
Zaczęłam pisać, bo wydawało mi się to fajne, bo było na modzie i duża część fandomu One Direction, w którym byłam, tworzyło historie z członkami zespołu. Uznałam, że to ciekawe i ja też chcę spróbować. Nie mając wprawy, nie znając się na tym, założyłam bloga i publikowałam, uwierzcie mi, okropne opowiadania, ale za to czytane. Wydawało mi się, że skoro mam publiczność (nikłą), to muszę to robić. Z czasem pisałam pod czytelnika. Jeśli popularny był temat BAD BOYÓW, to takie tworzyłam fanfictions. Jeśli popularne było, aby był wątek jak w 50 Twarzach Greya, to i takie się zdarzały. I wtedy czytelników było więcej. 
Ale z perspektywy czasu prawie nie pamiętam tych opowiadań, bo nie byłam z nimi związana. Zostały napisane dla liczby i komentarzy. Już dawno przeszło mi takie tworzenie, bo do niczego nie prowadziło. W końcu postanowiłam na pisanie czegoś, co rzeczywiście będzie dla mnie ważne, rezygnując z popularnych schematów. Oczywiście, schematy w moich powieściach są, ale chodziło mi o to, że nie szłam uparcie w kierunku np. badboyów, czy tematyki uczennica-nauczyciel, a uwierzcie, swojego czasu każdy chciał czytać takie historie. Statystki podupadły, ale zostali ci, którzy rzeczywiście chcieli mnie wspierać. I tak powoli rosła grupa czytelników, aż teraz mam ich dość sporą liczbę na Wattpadzie. Rzadko coś tam wstawiam, bo teraz skupiam się na pisaniu drugiej książki, którą zamierzam wydać, ale jednak czytelnicy wciąż tam są.
Więc dlaczego tak naprawdę piszę?
Piszę, żeby przelać te setki pomysłów, które kłębią mi się w głowie. Ciężko jest wyrzucić pomysł, który zaczyna się przeradzać w fabułę. Mój umysł wtedy żyje tylko tym. Ile razy pisałam do koleżanek z prośbą, aby mi pomogły ułożyć dokładny koncept, bo wena nie chciała mnie opuścić? Bardzo często zaczynam coś i nie kończę, bo nagle brakuje dalszego pomysłu. Czasem do tego wracam, czasem nie. 
Piszę, żeby stworzyć swój własny świat i móc wczuć się w losy bohaterów. Kierować ich myślami, działać nimi. To trochę jak gra w Simsy. Daje dużo radości, ale uwierzcie, daje też dużo smutku. Nieraz płakałam, pisząc smutny fragment, a moje serce było pęknięte. I to ja jestem autorką, a potrafię sama sobie wyrządzać krzywdę, kierując postaciami. 
Pisanie daje wolność i rozrywkę, jest częścią mojego życia, jest moim ogromnym hobby. Potrzebuję to robić, aby w głowie było choć trochę wolnego miejsca. Chciałabym, aby to, co piszę, trafiło do innych i podobało się, ale wszystko małymi krokami. Każdego dnia pracuję nad warsztatem pisarskim i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.

Piszecie do szuflady? A może tak na poważnie? Jeśli nie, to jakie jest wasze hobby, któremu potraficie się oddać?