czwartek, grudnia 13, 2018

Lucyfer [recenzja]



Autorka: Jennifer L. Armentrout
Opis: Julia Hughes przez całe życie postępuje ostrożnie. Wszystko się zmienia, gdy otrzymuje bolesną lekcję. Postanawia porzucić swoje dotychczasowe życie. W barze poznaje bardzo przystojnego Taylora.
Niesamowicie bogatych braci de Vincent łączy mroczna reputacja. Zatrudniają Julię, aby opiekowała się ich siostrą, która wróciła do domu po tajemniczym zniknięciu przed laty. Opiekunkę rozpraszają w pracy czyhające w rezydencji niebezpieczeństwo, a także seksowny Lucian.
Praprababka de Vincentów twierdziła niegdyś, iż mężczyźni z ich rodu mogą zakochać się tylko raz w życiu. Najwyraźniej nadeszła kolej Luciana. Nowo poznana kobieta nie powinna jednak dowiedzieć się o niektórych sekretach rodziny.
Tymczasem w posiadłości dochodzi do tajemniczej śmierci ojca braci. Czy Julii i de Vincentom uda się rozwiązać zagadkę?

Między lekturami, artykułami i cięższymi książkami lubię wybierać te, przy których mogę odpocząć. Takim zamiarem kierowałam się, gdy wybierałam Lucyfera. Skusił mnie opis oraz opinie, które czytałam na jego temat. A teraz wy, moi czytelnicy, poznacie mój punkt widzenia.
To było moje pierwsze spotkanie z Armentrout (swoją drogą trudne nazwisko) i nie żałuję tego obrotu spraw. Dzięki niej bardzo dobrze się bawiłam, zaserwowała mi dobre kilkanaście godzin z książką wywołującą uśmiech, a nawet ich śmiech.
Bracia de Vincent mają otoczkę bardzo groźnych i tajemniczych ludzi. Są rodziną odizolowaną od społeczności, choć dużo pisze się o nich w mediach. Są też niezwykle bogaci, a na dodatek wykreowani prawie na wampirów. A może nimi są? Tego nie zdradzę.
Julia trafia do ich domu, kończąc pewien rozdział w swoim życiu, a zaczynając kolejny. Dom ją przeraża, ale jest zdecydowana, by pozostać u de Vincentów, którzy płacą naprawdę sporo za opiekę ich młodszą siostrą.
Dla mnie ta książka nie stanowiła ogromnej zagadki, bo wątki łatwo szło rozwiązać. Chociaż to nie tak, że nie trzymała w napięciu. Trzymała, ale nie było to jakoś ogromnie skumulowane. Nie zaciskałam zębów ze złości, nie martwiłam się o losy bohaterów, choć była jedna scena, która nieco mnie zestresowała.
Dobrze bawiłam się przy Julii i Lucianie. Ich dialogi były naprawdę zabawne, dlatego nie chciałam odkładać lektury i przeczytałam ją bardzo szybko. Humor to duży plus tej powieści, bo akcji nie ma tutaj za wiele. To znaczy – ja się nie nudziłam, ale to nie jest rollercoaster emocji i zagadek.
Nie jest to też typowy erotyk, wręcz przeciwnie, sceny łóżkowe są dozowane i na szczęście nie ma ich tak wiele, oraz nie tylko o pociągu seksualnym mowa.
Julia, jako nieliczna amerykańska bohaterka, wpadła w moje gusta i zaskarbiła sobie moją sympatię. Była urocza, zadziorna i uparta. Właśnie to w niej nie lubiłam – tak szybko nie ulegała.
To w rzeczy samej nie jest książka idealna. Jak więc mogę ją określić? Chyba jaką DOBRĄ. I zabawną. I wciągająca. Mam nadzieję, że te trzy słowa Was przekonają.

Za egzemplarz dziękuję 

Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo filia

sobota, listopada 17, 2018

Układanka. Tyle kłamstw składa się w prawdę. [recenzja]


Autor: Karin Slaughter
Opis: A co, jeśli osoba, którą twoim zdaniem najlepiej znałeś, okazuje się kimś, kogo nigdy nie znałeś? Andrea wie wszystko o swojej matce, Laurie. Wie, że spędziła całe życie w małym miasteczku na plaży w Belle Isle; wie, że nigdy nie pragnęła niczego więcej, niż spokojnego życia jako filaru społeczności; ona wie, że nigdy nie zachowała tajemnicy w swoim życiu. Ponieważ wszyscy znamy nasze matki, prawda? Ale wszystko to zmienia się, gdy wycieczka do centrum handlowego wybucha przemocą, a Andrea nagle widzi zupełnie inną stronę niż Laura. Ponieważ okazuje się, że zanim Laura była Laurą, była kimś zupełnie innym. Przez prawie trzydzieści lat ukrywała się przed swoją poprzednią tożsamością, leżąc nisko w nadziei, że nikt jej nie znajdzie. Ale teraz została ujawniona i nic już nigdy nie będzie takie samo. Policja chce odpowiedzi, a niewinność Laury jest na linii, ale nie będzie rozmawiać z nikim, nawet z własną córką. Andrea jest w desperackiej podróży podążając śladami przeszłości matki. A jeśli nie będzie w stanie odkryć ukrytych sekretów, dla każdego z nich może nie być żadnej przyszłości.


Karin Slaugther była dla mnie nieznana, ale kiedy zobaczyłam opis jej nowej książki w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją poznać. Thrillery albo są świetne, trzymają w napięciu, manipulują czytelnikiem, albo są przewidywalne i od razu do wyrzucenia. Układanka idealnie wpasowuje się w pierwszą grupę i ja, jako czytelnik, jestem ogromnie zadowolona z lektury, od której nie mogłam się oderwać. 
Z początku historia Andrei, nie odzywającej się za wiele, przygaszonej i przytłoczonej, nie wzbudziła mojego zainteresowania. Wręcz przeciwnie – byłam zmieszana i niewiele rozumiałam z kreacji bohaterów. Po kilkunastu stronach wstępu, udało mi się wkręcić w tę historię i do końca trwałam już w głębokim zainteresowaniu. Tyle rzeczy wydarzyło się w ciągu dwóch dni. Strzelaniny. Śmierć. Szpital. Wyrzucenie z domu. Ucieczka. A w tym wszystkim Laura, matka naszej bohaterki. Laura, która wydaje się starszą, spokojną kobietą i nikt by nie przepuszczał, co ukrywa. 
Andrea rzucona na głęboką wodę, opuszcza dom i ucieka wypełniając zadania, które powierzyła jej matka. Z kompletnym mętlikiem w głowie odkrywa kryjówki, poszlaki z przeszłości i nie ma pojęcia, jak może połączyć te fakty. 
Laura świetnie ukryła swoją historię. Już od początku czułam, że coś jest z nią nie tak. W książce zostały poprowadzone dwie perspektywy, a może powinnam powiedzieć "teraźniejszość" i "retrospekcje". Właśnie ta metoda pozwalała mi ułożyć elementy układanki w jedność. To co odkryłam, nie pozwoliło mi wstać z łóżka i odłożyć książki. Spędziłam pół dnia, żeby dokończyć zaplątaną historię Andrei i Laury. 
Być może nie jest to książka idealna, ma wady, jak prawie każda, ale bardzo dobrze się przy niej czułam. Nie męczyłam tej powieści, nie chciałam jej odrzucić na bok i zająć się inną, więc dla mnie to bardzo duży plus. Mnie trzymało w napięciu i mam nadzieję, że jeśli się skusicie na Układankę, to również nie będziecie zawiedzenie. 

Za egzemplarz dziękuję
Znalezione obrazy dla zapytania harper collins

czwartek, grudnia 13, 2018

Lucyfer [recenzja]



Autorka: Jennifer L. Armentrout
Opis: Julia Hughes przez całe życie postępuje ostrożnie. Wszystko się zmienia, gdy otrzymuje bolesną lekcję. Postanawia porzucić swoje dotychczasowe życie. W barze poznaje bardzo przystojnego Taylora.
Niesamowicie bogatych braci de Vincent łączy mroczna reputacja. Zatrudniają Julię, aby opiekowała się ich siostrą, która wróciła do domu po tajemniczym zniknięciu przed laty. Opiekunkę rozpraszają w pracy czyhające w rezydencji niebezpieczeństwo, a także seksowny Lucian.
Praprababka de Vincentów twierdziła niegdyś, iż mężczyźni z ich rodu mogą zakochać się tylko raz w życiu. Najwyraźniej nadeszła kolej Luciana. Nowo poznana kobieta nie powinna jednak dowiedzieć się o niektórych sekretach rodziny.
Tymczasem w posiadłości dochodzi do tajemniczej śmierci ojca braci. Czy Julii i de Vincentom uda się rozwiązać zagadkę?

Między lekturami, artykułami i cięższymi książkami lubię wybierać te, przy których mogę odpocząć. Takim zamiarem kierowałam się, gdy wybierałam Lucyfera. Skusił mnie opis oraz opinie, które czytałam na jego temat. A teraz wy, moi czytelnicy, poznacie mój punkt widzenia.
To było moje pierwsze spotkanie z Armentrout (swoją drogą trudne nazwisko) i nie żałuję tego obrotu spraw. Dzięki niej bardzo dobrze się bawiłam, zaserwowała mi dobre kilkanaście godzin z książką wywołującą uśmiech, a nawet ich śmiech.
Bracia de Vincent mają otoczkę bardzo groźnych i tajemniczych ludzi. Są rodziną odizolowaną od społeczności, choć dużo pisze się o nich w mediach. Są też niezwykle bogaci, a na dodatek wykreowani prawie na wampirów. A może nimi są? Tego nie zdradzę.
Julia trafia do ich domu, kończąc pewien rozdział w swoim życiu, a zaczynając kolejny. Dom ją przeraża, ale jest zdecydowana, by pozostać u de Vincentów, którzy płacą naprawdę sporo za opiekę ich młodszą siostrą.
Dla mnie ta książka nie stanowiła ogromnej zagadki, bo wątki łatwo szło rozwiązać. Chociaż to nie tak, że nie trzymała w napięciu. Trzymała, ale nie było to jakoś ogromnie skumulowane. Nie zaciskałam zębów ze złości, nie martwiłam się o losy bohaterów, choć była jedna scena, która nieco mnie zestresowała.
Dobrze bawiłam się przy Julii i Lucianie. Ich dialogi były naprawdę zabawne, dlatego nie chciałam odkładać lektury i przeczytałam ją bardzo szybko. Humor to duży plus tej powieści, bo akcji nie ma tutaj za wiele. To znaczy – ja się nie nudziłam, ale to nie jest rollercoaster emocji i zagadek.
Nie jest to też typowy erotyk, wręcz przeciwnie, sceny łóżkowe są dozowane i na szczęście nie ma ich tak wiele, oraz nie tylko o pociągu seksualnym mowa.
Julia, jako nieliczna amerykańska bohaterka, wpadła w moje gusta i zaskarbiła sobie moją sympatię. Była urocza, zadziorna i uparta. Właśnie to w niej nie lubiłam – tak szybko nie ulegała.
To w rzeczy samej nie jest książka idealna. Jak więc mogę ją określić? Chyba jaką DOBRĄ. I zabawną. I wciągająca. Mam nadzieję, że te trzy słowa Was przekonają.

Za egzemplarz dziękuję 

Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo filia

sobota, listopada 17, 2018

Układanka. Tyle kłamstw składa się w prawdę. [recenzja]


Autor: Karin Slaughter
Opis: A co, jeśli osoba, którą twoim zdaniem najlepiej znałeś, okazuje się kimś, kogo nigdy nie znałeś? Andrea wie wszystko o swojej matce, Laurie. Wie, że spędziła całe życie w małym miasteczku na plaży w Belle Isle; wie, że nigdy nie pragnęła niczego więcej, niż spokojnego życia jako filaru społeczności; ona wie, że nigdy nie zachowała tajemnicy w swoim życiu. Ponieważ wszyscy znamy nasze matki, prawda? Ale wszystko to zmienia się, gdy wycieczka do centrum handlowego wybucha przemocą, a Andrea nagle widzi zupełnie inną stronę niż Laura. Ponieważ okazuje się, że zanim Laura była Laurą, była kimś zupełnie innym. Przez prawie trzydzieści lat ukrywała się przed swoją poprzednią tożsamością, leżąc nisko w nadziei, że nikt jej nie znajdzie. Ale teraz została ujawniona i nic już nigdy nie będzie takie samo. Policja chce odpowiedzi, a niewinność Laury jest na linii, ale nie będzie rozmawiać z nikim, nawet z własną córką. Andrea jest w desperackiej podróży podążając śladami przeszłości matki. A jeśli nie będzie w stanie odkryć ukrytych sekretów, dla każdego z nich może nie być żadnej przyszłości.


Karin Slaugther była dla mnie nieznana, ale kiedy zobaczyłam opis jej nowej książki w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją poznać. Thrillery albo są świetne, trzymają w napięciu, manipulują czytelnikiem, albo są przewidywalne i od razu do wyrzucenia. Układanka idealnie wpasowuje się w pierwszą grupę i ja, jako czytelnik, jestem ogromnie zadowolona z lektury, od której nie mogłam się oderwać. 
Z początku historia Andrei, nie odzywającej się za wiele, przygaszonej i przytłoczonej, nie wzbudziła mojego zainteresowania. Wręcz przeciwnie – byłam zmieszana i niewiele rozumiałam z kreacji bohaterów. Po kilkunastu stronach wstępu, udało mi się wkręcić w tę historię i do końca trwałam już w głębokim zainteresowaniu. Tyle rzeczy wydarzyło się w ciągu dwóch dni. Strzelaniny. Śmierć. Szpital. Wyrzucenie z domu. Ucieczka. A w tym wszystkim Laura, matka naszej bohaterki. Laura, która wydaje się starszą, spokojną kobietą i nikt by nie przepuszczał, co ukrywa. 
Andrea rzucona na głęboką wodę, opuszcza dom i ucieka wypełniając zadania, które powierzyła jej matka. Z kompletnym mętlikiem w głowie odkrywa kryjówki, poszlaki z przeszłości i nie ma pojęcia, jak może połączyć te fakty. 
Laura świetnie ukryła swoją historię. Już od początku czułam, że coś jest z nią nie tak. W książce zostały poprowadzone dwie perspektywy, a może powinnam powiedzieć "teraźniejszość" i "retrospekcje". Właśnie ta metoda pozwalała mi ułożyć elementy układanki w jedność. To co odkryłam, nie pozwoliło mi wstać z łóżka i odłożyć książki. Spędziłam pół dnia, żeby dokończyć zaplątaną historię Andrei i Laury. 
Być może nie jest to książka idealna, ma wady, jak prawie każda, ale bardzo dobrze się przy niej czułam. Nie męczyłam tej powieści, nie chciałam jej odrzucić na bok i zająć się inną, więc dla mnie to bardzo duży plus. Mnie trzymało w napięciu i mam nadzieję, że jeśli się skusicie na Układankę, to również nie będziecie zawiedzenie. 

Za egzemplarz dziękuję
Znalezione obrazy dla zapytania harper collins